Listy pisane przez ojców
Witam!! Przeglądając strony internetowe, w poszukiwaniu pomocy w mojej sytuacji piszę do każdego od kogo mógłbym dostać jakieś informacje, pozwoliłem sobie napisać i do Pana prosząc o radę. Jestem żołnierzem zawodowym i w czasie pobytu na misji poza granicami państwa moja żona nawiązała romans z obcym mężczyzną, nie wniosłem sprawy o rozwód od razu, ale postanowiłem dać czas na zakończenie romansu. Ale romans trwał burzliwie za moje pieniądze, bo żona nigdy nie pracowała. Moja żona potrafiła spędzać noc z mężczyzną w obecności dziecka, śpiąc na jednym łóżku, co syn mi relacjonował podczas kontaktów telefonicznych z misji. Wniosłem sprawę rozwodową bez orzekania o winie, ponieważ chciałem jak najszybciej zakończyć sprawę. I taki wyrok dostałem, rozwód bez orzekania o winie. Zgodziłem się na wysokie alimenty w stosunku do mojego dochodu. Po rozwodzie żona wyprowadziła się wraz z dzieckiem do kochanka i tam syn uczęszczał do szkoły. Przez pół roku widziałem syna raz na święta, ponieważ była żona używała w stosunku do mnie gróźb i proponowała mi spotkania z synem na Dworcu Centralnym w Warszawie. Mieszkanie opłacałem sam, bo nie ponosiła żadnych kosztów jego utrzymania. Dało się z tym jakoś żyć, chociaż tęskniłem za dzieckiem. Ale najgorsze dopiero nadeszło. Była żona zakończyła romans i powróciła do mieszkania, ponieważ dowiedziała się , że kochanek ma dziecko i nie ujawnił jej tego a standard życia był zupełnie inny niż oczekiwała. Była żona zażądała, abym się wyprowadził z mieszkania, dodatkowo, że muszę jej opłacać czynsz, ponieważ nie będzie pracować, bo dziecko jest na orzeczeniu o niepełnosprawności i musi się nim opiekować, co nie jest prawdą, ponieważ syn miał defekt mowy, ale już został skorygowany przez logopedów. Zaczął się horror rodem z filmów: między innymi plucie do jedzenia, zrzucanie ubrań, rozrzucanie bielizny osobistej i robienie zdjęć i pokazywanie ich sąsiadom, dodatkowo co było najgorsze dla mnie, nie miałem nigdy do czynienia z policją, a była żona ciągle prowokowała mnie abym ją uderzył. Nie mogąc mnie sprowokować rzuciła się na mnie, próbując wyrwać mi laptopa i wynieść go do sąsiadki. Nie pozwoliłem na to więc doszło do szamotaniny, żona gryzła mnie po rękach, abym puścił komputer i wbijała mi paznokcie. Podczas jednej z prób uderzyła się o krawędź stołu, upadając na podłogę. Zrobiła obdukcję i założyła mi sprawę o pobicie. Ta sprawa została umorzona, ale kosztowała mnie wiele zdrowia, dużo zdrowia kosztowały mnie też dalsze działania o znęcanie się psychiczne na mnie zgłosiłem na policję, ale nie miałem na to dowodów, gdyż byliśmy sam na sam. Policja mi nie uwierzyła, uwierzyła wyjaśnieniom żony, więc sprawa została umorzona. Ale moja żona nie poprzestała na tym stwierdziła, że mnie zniszczy. Więc doszedłem do wniosku, że najlepiej będzie wyprowadzić się z mieszkania i złożyć wniosek do sądu o podział majątku ze względu, że psychicznie nie miałem już sił z nią walczyć i wymiarem sprawiedliwości i ze względu na dziecko, które oglądało cały ten cyrk, wzywania policji w nocy z powodu na przykład braku klucza od pralni, który zginął żonie, która twierdziła, że to ja schowałem lub zabrałem, albo podrzucaniu mi złotej obrączki a następnie oskarżeniu o kradzież. Wyprowadziłem się z mieszkania, zmieniłem pracę, wynająłem pokój w Bydgoszczy. Obecnie zarabiam 2200 zł, płacę alimenty 650, płacę połowę czynszu, bo była żona nie płaci nic a dług rośnie i do chwili zakończenia podziału majątku muszę płacić, chociaż nie mieszkam. Muszę wydawać na leki ok. 100 zł miesięcznie, płacić za wynajem pokoju 500 zł, spłacam wspólnie zaciągnięty kredyt i inne opłaty. Zostaje mi na życie około 400 zł. A w tej chwili dostałem pozew od byłej żony na płacenie alimentów na jej rzecz w kwocie 400 zł. Przedstawiła argumenty, że nie może podjąć pracy, bo opiekuje się dzieckiem niepełnosprawnym i ma orzeczenie o jego niepełnosprawności. Chociaż wiem, że pracuje na czarno, pobiera wysokie alimenty 650 zł, zasiłek na dziecko 140 zł, korzysta z pomocy społecznej i nie płaci czynszu. A dziecko samo otwiera drzwi i odrabia lekcje. Mam w związku z tym pytanie, bo nie mam już pieniędzy na chodzenie po porady do prawników. Czy sąd rodzinny może mi jeszcze zabrać pieniądze z pensji na rzecz mojej byłej żony, z czego mam żyć? Muszę płacić za wynajem, bo nie mam gdzie mieszkać a mieszkanie z byłą żona może skończyć się dla mnie chorobą psychiczną albo nieszczęściem i szkoda mi syna. Chcę żeby miał spokój, już wiele wycierpiał. Drugie pytanie - moja żona ma orzeczenie od lekarza, że musi się zajmować dzieckiem i nie może pracować. Znam syna i jestem pewien, że nie wymaga stałej opieki. Czy mogę złożyć wniosek na rozprawie o przebadanie dziecka przez lekarza sądowego niezależnego od byłej żony. Jestem na granicy wyczerpania nerwowego, leczę się psychiatrycznie, chciałbym jeszcze ułożyć sobie życie, bo jestem młodym człowiekiem. Co mam robić, jak się bronić? Na pierwszej rozprawie sędzina nie pozwoliła mi nic powiedzieć, co chciałem tylko musiałem odpowiadać na pytania, które ona zadawała. Proszę o pomoc. Proszę odpisać, jeśli można na adres mailowy. Pozdrawiam serdecznie. Roman. Bytom, Witam. Piszę do Państwa w interesie syna i moim oraz mam nadzieję na pomoc. W ostatnich miesiącach moja żona ogłosiła koniec swej miłości do mnie. Najpierw próbowałem sam rozwiązać nasze problemy. Trwało to kilka tygodni, zasypywałem małżonkę pomysłami naprawy związku, kompromisami daleko niewygodnymi dla mnie, aby tylko zrozumiała, że wszystko da się naprawić, wystarczy odrobina dobrej woli. Kolejnym krokiem była pomoc lekarza rodzinnego, który jedynie próbował załagodzić mój stres. Ponieważ nadal nie znalazłem instytucji zajmującej się pomocą mającą na celu scalenie rodzin poszedłem z małżonką do psychologa – co ciekawe odpłatnie bo na kasę chorych jest np. dla nałogowców. U tegoż dowiedziałem się, że razem z żoną mamy inne światy a ja powinienem się leczyć u psychiatry, bo wyglądam na załamanego. Umówiłem się na warsztaty terapeutyczne zorganizowane przez znajomą osobę, ale żona poszła raz i oświadczyła że nie to nie ma sensu. Byłem w Komitecie Ochrony Praw Dziecka, z rozmowy wynikło, że rzadko próbują pojednać rodziców. Interweniują, gdy dzieciom dzieje się bezpośrednia krzywda. Byłem w Ośrodku Pomocy Rodzinie – udzielono mi tylko porady prawnej. Mam wrażenie, że instytucje w tym kraju tylko czekają na rozwód i nikomu nie zależy na próbie łączenia rodziny. Żona przestała być komunikatywna a mnie nie udało się znaleźć mediatora. Aktualnie doszło do tego, że sytuacja dotknęła dzieci (10 i 8 lat). Najpierw dlatego, że musiałem się wyprowadzić, mimo próśb dzieci kierowanych do żony. Następnie ograniczyła mi do nich dostęp. Kolejnym krokiem było porzucenie przez nią pracy i chęć wyjazdu na wieś, 120 km dalej wraz z dziećmi, oraz zmarnowanie urządzonego mieszkania poprzez oddanie w zasób spółdzielni a nie mnie.Wchwili kiedy miało to nastąpić nie przeszkadzał jej płacz syna (8 lat), który deklarował chęć pozostania w tymże mieszkaniu z tatusiem. Aby nie sprawiać Julkowi bólu i więcej tęsknoty za mną odebrałem go żonie (córeczka nie opowiedziała się za żadną ze stron, więc zostawiłem ją z małżonką). Wtedy to można było dostrzec furię u żony. Zadzwoniła natychmiast po policję i poinformowała grupę interwencyjną o porwaniu przeze mnie dziecka. Cała sytuacja działa się na oczach dzieci! Tutaj nastąpił wyraźny przełom, do żony dotarł fakt, że i ja mogę się zaopiekować dziećmi a rozwód będzie długi i ciężki – w efekcie poprosiła o rozmowę. Rozmowa nie wniosła niczego poza groźbami ze strony żony i informacją, że jednak zostanie i nadal będzie pracowała a Julek ma natychmiast do niej wrócić. Potrzebuję pomocy – szybko. Po pierwsze w orzeczeniu tymczasowej opieki nad synkiem tak, aby mógł iść do szkoły czy na podwórko, czy kolegów, a ja abym mógł spokojnie pracować. A w szkole, aby nie doszło do scen z udziałem policji. Żona tylko czeka aż będzie mogła go zabrać i odjechać w siną dal. Teraz syna zawożę i odbieram ze szkoły osobiście. Moim zdaniem jest to jedyna droga, aby małżonka pozostała w tym mieście. Po drugie: pomocy mediatora rodzinnego, który mógłby nas znów połączyć w rodzinę. Wierzę, że jest to możliwe o ile teściowa przestanie mnie nienawidzić i podjudzać córkę. PS. Nie mogę patrzeć jak na wzór wielu otaczających mnie rozpadających się czy już po rozpadzie małżeństw i moje traci moc. Jeśli mój przykład może komuś pomóc a Wasza pomoc mnie nie zaszkodzić, to chętnie wezmę udział w programie naprawczym. Jestem otwarty i czekam na pomoc ludzi dobrej woli. Płock Znaliśmy się 2 lata, małżeństwo nasze początkowo układało się dobrze. Początkowo, jeszcze przed ślubem, około roku mieszkaliśmy u moich rodziców w Warszawie. Mieszkaliśmy tam do około sierpnia 2000 r. W styczniu 2000 r moi rodzice zaciągnęli kredyt na mieszkanie w Warszawie. Pod koniec lipca 2000 r. wyjechałem wraz córką Beatą i Żanetą z Warszawy do pracy do Opola a żona dojechała do nas za około 2 miesiące, ponieważ jej wewnętrzne przeniesienie z firmy tyle zajęło. W Opolu mieszkaliśmy 4 lata do 2004 r. i w międzyczasie nabyliśmy mieszkanie, w którym to mieszkaliśmy przez około 2 lata. Żona z zawodu jest lekarzem i zaczęła starać się o pracę w Niemczech, by poprawić nam sytuację materialną, ponieważ zawód ten jest tam bardzo dobrze opłacany. W wrześniu 2004 r. przeprowadziliśmy się do Niemiec do miasta L. Tam żona pracowała w szpitalu jako lekarz. Żona pracowała bardzo długo bo zwykle po 12 godzin na dobę od 7:00 do 19:00 a dodatkowo jeszcze pełniła często dyżury, więc nie było jej czasem w nocy. Ja zajmowałem się opieką nad naszymi dziećmi. Przy dzieciach robiłem wszystko: karmiłem, przewijałem, obcinałem dzieciom paznokcie, usypiałem, czytałem bajki na dobranoc i podczas dnia, wychodziłem na spacery i plac zabaw, bawiłem się z dziećmi, podróżowałem, odwiedzałem obie babcie. Ja zajmowałem się domem. W domu sprzątałem, gotowałem, zmywałem naczynia, czyściłem sedes i wszystkie czynności związane z prowadzeniem domu. Starsza córka zaczęła uczęszczać do niemieckiego przedszkola, natomiast młodsza Żaneta była jeszcze zbyt mała by mogła być przyjęta więc opiekowałem się nią 24 godziny na dobę. Codziennie zawoziłem starszą Beatę do przedszkola i odbierałem ją, ponieważ żona wcześniej zaczynała pracę i dużo później kończyła. W grudniu 2004 roku przypadkowo usłyszałem rozmowę telefoniczną żony, która wydawała się wskazywać na to, że ma jakiś romans. Od razu podjąłem rozmowę na ten temat ale żona zapewniała mnie, że to taki kolega z liceum, z którym się kiedyś spotykała a ten przypadkowo mieszka w tym mieście, spotkała go w sklepie i wymieniła telefony. Jak się później okazało to nie była prawda. Od tego czasu na żony telefon zaczęło przychodzić bardzo dużo sms-ów, również w godzinach późnych, nie pozwalała mi dotykać telefonu a gdy chciałem przeczytać co i od kogo to wszczynała awantury. Żona stała się bardzo nerwowa i skryta. Tłumaczyła, że to przez pracę (ale to również była nieprawda). W maju 2005 roku żona przyznała mi się do romansu i że współżyła płciowo z poznanym w szpitalu, w którym pracowała pielęgniarzem T. R, który był naszym wspólnym kolegą, który był również żonaty i miał półroczną córeczkę Olę. Żona wyznała mi, że planowali razem zamieszkać, że się zakochała i że chciała się ze mną rozstać a on rozstanie się z swoją żoną. Wyznała mi również, że ulżyło jej, że wszystko wyszło na jaw, bo nie mogła już dłużej tego znieść. To był dla mnie wielki cios, ból, szok i stres. Ale mimo tego walczyłem o żonę, by nasza rodzina nie rozpadła się, by nasze dzieci miały oboje rodziców. Podjąłem rozmowę z jej kochankiem i zagroziłem, że jeśli nie odczepi się od mojej żony to wyjawię wszystko jego żonie Iwonie. Niebawem nakładał się nam wyjazd na urlop do Tunezji i tam próbowaliśmy się jakoś scalić. Bardzo kochałem żonę i dzieci i zrobiłem wszystko, by nasza rodzina się nie rozpadła. Postanowiliśmy też że wyprowadzimy się do innego miasta i stało się to niedługo później, bo w sierpniu 2005 roku. Początkowo po przeprowadzce do (D) znów byliśmy bardzo szczęśliwi i wszystko było bardzo dobrze. Żona pracowała krócej bo od 8:00 do 17:00 i bez dyżurów. Niestety od około października 2005 żona wykupiła karnet na fitnes i siłownię. Z początku chodziła tam 2 razy w tygodniu, w poniedziałki i czwartki od 18.00 do 20.30 więc w domu była o 21.00. Czasem zdarzało się, że od razu po pracy jechała na fitnes. Około miesiąc później zapisała naszą starszą córkę Beatę na kursy karate w pobliżu siłowni i fitnesu. Beata miała te kursy w środę od 18.00 do 19.30 i w piątek od 17.30 do 19.00. Żona nie chciała się zgodzić, bym to ja zawoził Beatę na karate a ona w tym czasie pobędzie z młodszą córką Żanetą bo tłumaczyła, że to blisko fitnesu i że w tym czasie sobie jeszcze poćwiczy. No i zrobiło się już 4 dni w tygodniu fitnesu a dodatkowo jeszcze zaczęło się zdarzać że jechała w sobotę lub niedzielę późnym popołudniem na 2 godziny. Zaczęła również wychodzić na dyskoteki i do klubów i wracała późno w nocy a czasem nad ranem. Na moje prośby by zaprzestała, nie reagowała. W maju 2006 roku wraz z dziećmi pojechałem na Mazury, na działkę do brata gdzie był on wraz z swoją rodziną. Byli również moi rodzice. Ponieważ miałem obawy by w ogóle wyjeżdżać, żona zapewniła mnie, że będzie do mnie dzwonić codziennie. Żona sama informowała mnie co robi lub co będzie robić po pracy. Do domu w (D) miałem z dziećmi wrócić w poniedziałek wieczorem ale postanowiłem, że zrobimy z dziećmi niespodziankę i wrócimy dzień wcześniej. Do domu dojechaliśmy w niedzielę o 22.30. Wchodziłem z dziećmi po klatce i do mieszkania po cichu, by żonę zaskoczyć a zastaliśmy pusty dom. Wykąpałem dzieci, zrobiłem im kolacje i położyłem spać. Czekałem na żonę nie dzwoniąc do niej gdyż chciałem zobaczyć, o której wróci do domu. No i wróciła w poniedziałek o 7.30 rano by przebrać się do pracy. Na moje pytanie gdzie była odpowiedziała, że u koleżanki ale ja o takiej nigdy nie słyszałem. Zrobiła się agresywna i powiedziała, że jak jej nie wierzę to jest mój problem i w ogóle jak coś mi nie pasuje to mogę sobie iść. Od tamtej pory nasze stosunki zaczęły się pogarszać, przeczuwałem że żona się z kimś spotyka. Coraz częściej się kłóciliśmy i coraz częściej jej nie było w domu. Zaczęła z czasem mówić, że chce bym odszedł, bo jeśli nie to mnie wywali. Będąc pod silną presją i naciskiem żony musiałem się wyprowadzić, by oszczędzić dzieciom niepotrzebnych złych emocji i wrócić do Polski. Żona weszła w kolejny związek z innym mężczyzną o imieniu Rab, którego zapoznała na fitnesie (jest tam masażystą) i zamieszkuje z nim od czasu, gdy ja musiałem się wyprowadzić. Pomóżcie, co mam dalej robić w moim życiu. witam! Piszę do Państwa w sprawie utrudniania mi kontaktów z dzieckiem. Zastanawiam się, jakie są moje szanse wywalczenia wspólnego pobytu z dzieckiem na wakacjach oraz zabierania dziecka na weekendy przez moich rodziców. Moja sytuacja wygląda następująco: Związek małżeński, w którym urodziła się moja córka Karolina został rozwiązany prawomocnym wyrokiem Sądu Rodzinnego w Łodzi w 2004 roku bez orzekania o winie i przy ustaleniu pełni praw rodzicielskich obu stron ze wskazaniem miejsca pobytu córki przy matce, zamieszkałej w Łodzi. Tuż po rozwodzie poznałem kobietę, z którą prowadzę wspólne życie i w październiku 2005 wyjechaliśmy do Szkocji w celach zarobkowych, gdyż nasze zarobki w Polsce były niewystarczające do przeżycia, wliczając w to koszta obowiązku alimentacyjnego, także po to, by odłożyć na mieszkanie i wrócić do kraju, gdyż nie mieliśmy mieszkania a nie stać nas było na wynajęcie itp. Swoje mieszkanie przekazałem byłej małżonce, otrzymując od niej swój wkład w owo mieszkanie w formie pieniężnej, który wykorzystałem na spłacenie pożyczek remontowych. Fakt ten został umieszczony w punkcie dotyczącym podziału majątku w sentencji wyroku rozwodowego. Dotychczas na każde żądanie byłej małżonki odpowiadałem ugodowo, mając na względzie dobro córki i niewciąganie jej w rozgrywki pomiędzy rodzicami, niepotrzebne kłótnie itp. Nawet wtedy, gdy stało to jawnie w sprzeczności z moimi interesami, np. w przypadku, gdy była małżonka zamiast wspólnie planować czas wakacji dla dziecka postawiła mnie przed faktem dokonanym i sucho poinformowała mnie, iż od dnia… do dnia… moja córka ma obóz kondycyjny, choć wiedziała, że właśnie wtedy mam urlop i przyjeżdżam do Polski. Natomiast od pewnego czasu moje kontakty z dzieckiem zostają ograniczane. Po pierwsze pod pretekstem, że małżonka ponosi koszty rozmów międzynarodowych na jej telefon komórkowy. Lecz z wiedzy, którą posiadam jest to niemożliwe, gdyż dzwoniąc z numeru brytyjskiego na numer polski całość kosztów połączenia ponoszę ja. Także odnośnie przypadków, gdy korzystam z tzw. quasi internetowych tanich numerów. Powyższym zarzut ponoszenia opłat przez byłą współmałżonkę jest NIEPRAWDZIWY. Z dzieckiem kontaktuję się regularnie, średnio co tydzień w weekend, oraz wysyłam karty pocztowe, jednak podstawowym narzędziem komunikacji z córką jest telefon. W tym przypadku, mam nadzieję, zarzut o przerwaniu kontaktów z dzieckiem jest nietrafny. Próbowałem nakłonić matkę mojego dziecka do zainstalowania Internetu (przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii kupiłem dziecku komputer w celu ułatwienia komunikacji ze mną i uzyskałem od matki obietnicę instalacji Internetu). Niestety ona nie wywiązała się z obietnicy, tłumacząc się brakiem pieniędzy. Na moją propozycję całkowitego finansowania instalacji Internetu oraz comiesięcznych rachunków za posiadanie łącza zareagowała odmownie. Nadmieniam, że alimenty płacę regularnie, do tego z wyprzedzeniem, na co mam dowody w postaci przelewów bankowych. Planując wakacje, podsunąłem byłej małżonce pomysł spędzenia części czasu z dzieckiem kosztem wypisania córki z ostatnich pięciu dni obozu kondycyjnego – jak nadmieniałem, terminy pobytu córki na obozie i mojego pobytu w Polsce pokrywają się – nie mam możliwości przełożenia urlopu ze względu na wykupione już w styczniu bilety lotnicze na wakacje oraz ze względu na sytuację w moim miejscu pracy. Przyjazd do Polski autobusem (bilety można zakupić w zasadzie z dnia na dzień) odrzucam ze względu na fakt, iż z trzynastu dni urlopu spędziłbym w autokarze ponad cztery (!), a to cztery dni mniej z dzieckiem… Matka dziecka na propozycję wypisania dziecka o pięć dni wcześniej zareagowała agresywnie, krzycząc do słuchawki, że ona zapłaciła 1000 zł za obóz. Natomiast na moją propozycję zwrócenia jej połowy kosztów i uwagę, że ja również partycypuję w utrzymaniu dziecka, odpowiedziała, iż jest to ABSOLUTNIE niemożliwe argumentując, że córka jedzie wraz z koleżanką, koleżanka jest po raz pierwszy na takim wyjeździe i że lekarz nie wyrazi zgody na wcześniejsze wypisanie dziecka. Na moje pytanie czy koleżanka jest ważniejsza od taty i sugestię, że można sytuację rodzinną przedstawić lekarzowi i choćby spróbować go przekonać – matka dziecka odpowiada a priori, że jest to niemożliwe ”bo nie”. Na pytanie, dlaczego utrudnia sprawę nawet nie próbując czegokolwiek zrobić odpowiada, iż widocznie nie wiedziałem, co to jest utrudnianie, to ona mi pokaże i uniemożliwi kontakt z dzieckiem, także telefoniczny. Czy ma do tego prawo? Przez ostatnie dwa dni, tzn. Wielki Czwartek i Piątek, moja córka przebywała u moich rodziców w Pabianicach. Dziecko miało przebywać tam doWielkiej Soboty i moi rodzice i matka dziecka ustalili termin i godzinę powrotu córki telefonicznie. W Wielki Piątek kilkakrotnie dzwoniłem do Polski, do moich rodziców i długo rozmawiałem z córką. Córka bardzo płakała i w międzyczasie zadzwoniła jej matka. Rozżalone i stęsknione za mną dziecko długo nie mogło się uspokoić i matka zinterpretowała to, że dziecku dzieje się krzywda. Postanowiła zabrać dziecko jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem. Nadmieniam, że w międzyczasie córka uspokoiła się i chciała zostać u dziadków, co nie obchodziło matkę dziecka. Dzień później, w Wielką Sobotę była żona oznajmiła mi, że dziecko w żadnym wypadku nie pojedzie więcej do moich rodziców. Czy ma do tego prawo? Nadmieniam, że nie mam żadnego doświadczenia w materii prawnej i zawsze na żądania byłej małżonki odpowiadałem ugodowo. Z poważaniem (Szkocja) Łomża, Witam! Jestem ojcem 6-cioletniej Oli. Właśnie jestem po rozwodzie i mam przyznane widzenia z dzieckiem w poradni RODK w Łomży w każdy drugi i czwarty poniedziałek miesiąca. Na pierwsze spotkanie była żona nie przyszła, natomiast na drugie przyszła, ale nie dała nawet spokojnie porozmawiać z dzieckiem, każdy kontakt był zabraniany, źle nastawione dziecko przeciw mnie nie chciało ze mną rozmawiać ani się bawić. Każda propozycja z mojej strony była odrzucana, bo dziecko spojrzało na matkę, która kręciła głową, że nie można. Siedziałem tak dwie godziny aż w końcu kazała dziecku nazwać mnie zboczeńcem, wtedy zgłosiłem to pani pedagog, która była w pokoju obok, zwróciła uwagę byłej żonie, że to mają być kontakty ojca z dzieckiem a nie uniemożliwianie ich, ale tego matka dziecka nie zrozumiała, kłóciła się ze mną w obecności dziecka. Proszę o wsparcie, bo nie wiem jak dalej postępować. Z poważaniem Grzegorz. Płock, Witam. Od października 2005 roku jestem po rozwodzie, który był bez orzekania o winie. Przed rozwodem mieszkałem wraz z byłą żoną i córką Olą (ma obecnie 7 lat i 5 miesięcy). Ja pracowałem jako żołnierz zawodowy (oficer) w jednostce wojskowej a żona pracowała jako położna w szpitalu. Rozwód nastąpił po prawie 10 latach małżeństwa i był wynikiem romansu żony. Żona chciała rozwodu, gdy dowiedziałem się o kochanku, ale pozew o rozwód kazała mi napisać. Przez około 5 miesięcy próbowałem naprawiać jeszcze małżeństwo ale bez skutku. Usłyszałem między innymi od ex żony, że nie będzie ona rezygnowała ze szczęścia kosztem Oli. Wreszcie złożyłem pozew o rozwód (w czerwcu 2005 r.) i w lipcu 2005 r. żona wyprowadziła się z córką i zamieszkała u swoich rodziców w Inowrocławiu (rezygnując między innymi z pracy, bo miała już załatwioną pracę w Bydgoszczy). Podczas sprawy rozwodowej, dla dobra córki (aby uniknąć badań psychologicznych i oszczędzić córce stresu z tym związanego), za namową pani sędziny prowadzącej sprawę, poszedłem na ugodę i zgodziłem się na to, aby rozwiązanie małżeństwa nastąpiło bez orzekania o winie (pomimo posiadania ewidentnych dowodów wycofałem swój wniosek o to, aby rozwód był z winy matki). Dodatkowo podczas rozprawy sądowej matka obiecała, że nie będzie robiła problemów z moimi kontaktami z córką - oznajmiła, że będę mógł widzieć się z nią wtedy, kiedy będę tylko mógł. Mieszkam obecnie w Płocku (około 120 km od Inowrocławia). Była żona nie zgadza się na to abym zabierał Olę na weekendy do siebie, tj. do Płocka.Mam rodzinę w Inowrocławiu (rodziców i siostry), ale nie chcę ciągle zawracać im głowy i pragnę więcej czasu poświęcać córce, ale w swoim mieszkaniu. Dodam, że była już wizyta Pani kurator z Płocka w celu sprawdzenia warunków mieszkalnych w Płocku i nie miała żadnych zastrzeżeń. Rozmawiała również z moją konkubiną, która nie ma nic przeciwko wizytom Oli u nas. Mieszkanie, w którym mieszkam w Płocku jest moją własnością. Miałem wcześniej problemy z widywaniem się z córką, ponieważ często nie dochodziło do kontaktów pomimo wcześniejszych telefonicznych uzgodnień z matką. W związku z powyższym trwa sprawa sądowa w Sądzie Rejonowym w Inowrocławiu w celu ustalenia kontaktów z córką. Chciałbym jeszcze dodać, że nie mam żadnych ograniczeń w wykonywaniu władzy rodzicielskiej, która to jest powierzona obojgu rodzicom z tym, że miejsce pobytu córki jest tam, gdzie miejsce zamieszkania matki. Opłacam regularnie alimenty na córkę w wysokości 500 zł miesięcznie. Proszę o poradę w tej sprawie i ewentualną pomoc, ponieważ obawiam się o stronniczość sądu. Na ostatniej rozprawie usłyszałem między innymi pod swoim adresem tekst: jak sobie naważyłeś piwa tak masz (co nie zostało zanotowane w protokole) i czekam jeszcze na badania psychologiczne, które mają być przeprowadzone w Szubinie. Takich badań chciałem przecież oszczędzić córce, ale pani sędzina wystąpiła z wnioskiem o te badania. Odrzuciła również mój wniosek o przydzielenie kuratora, który miałby być obecny przy odbieraniu córki. Z relacji między sędziną a pełnomocnikiem matki córki mogę przypuszczać, że te dwie osoby znają się osobiście. Na koniec napiszę, że mam bardzo dobry kontakt z córką, która chętnie do mnie idzie i lubi ze mną przebywać. Ola jest bardzo dobrze rozwinięta fizycznie i psychicznie, bardzo dobrze uczy się. Z poważaniem, Stanisław. Białystok Zwracam się z prośbą o pomoc w rozwiązaniu długoletniego problemu w załatwieniu zaprzeczenia ojcostwa dwojga dzieci z czworga dzieci mojej byłej żony! Opiszę pokrótce jak to wszystko się zaczęło: W 1992 r. zawarłem związek małżeński. W tym samym roku urodziła się córka Klaudia. Jestem pewien, że tylko ona jest moją córką biologiczną. Od 1998 r. żona już mieszkała u swojej mamy a ja sam. W roku 1998 żona rodzi drugie dziecko, Adama. 1999 r. -żona rodzi trzecie dziecko, Annę. 2006 r. - żona rodzi czwarte dziecko, Ninę. W 2005 r. rozwiodłem się z żoną. W 2006 r. złożyłem pozew o zaprzeczenie ojcostwa pod względem czwartego dziecka. Podczas rozwodu żonie ograniczono prawa rodzicielskie ze względu na nadużywanie alkoholu. Sprawę o zaprzeczenie ojcostwa co do czwartego dziecka wygrałem. Ale w świetle prawa nadal jestem ojcem w stosunku do pozostałej trójki. Chciałem sprawdzić, które dzieci naprawdę są moje. Zwróciłem się do prokuratury z wnioskiem o zaprzeczenie. Ale po konfrontacji z byłą żoną sprawę zawieszono. Pytałem w sądzie czy mogę zrobić badania DNA ale usłyszałem, że nawet gdy badania będą korzystne dla mnie to i tak dla dobra dzieci będę płacił alimenty na trójkę dzieci jak to czynię od roku 1998 r. do dziś, gdyż żona twierdzi, że cała trójka jest moja. Byłem gotów zaciągnąć pożyczkę i zrobić badania, ale teraz myślę, że jestem na przegranej pozycji i nic sytuacji mojej nie zmieni. W grudniu 2005 r. na ostatniej sprawie rozwodowej pytałem w obecności składu sędziowskiego czy żona jest w ciąży, to stanowczo twierdziła, że nie. A w marcu 2006 r. urodziła czwarte dziecko, o którym dowiedziałem się przez przypadek. W grudniu 2006 r. dowiedziałem się, że moja córka Klaudia, mając 13 lat zaszła w ciążę. Teraz ma 14 lat. Na marzec 2007 r. zaplanowany jest termin porodu. To rodzina patologiczna pod opieką kuratora, który pojawia się w tej rodzinie sporadycznie. Czy całe życie mam płacić alimenty na trójkę dzieci i uznawać je za swoje, jeśli mam wątpliwości co do ojcostwa? Pragnę tylko prawdy i udowodnienia, kto naprawdę jest ojcem biologicznym. Mija dziewięć lat odkąd płacę alimenty i nie zapowiada się by prawda była odkryta. PROSZĘ O POMOC W ROZWIĄZANIU MOJEGO PROBLEMU. CZY JEST SZANSA NA ZROBIENIE BADAŃ DNA? JAKI TO KOSZT? CZY MOŻNA LICZYĆ NA WSPARCIE JAKIEKOLWIEK? Z POWAŻANIEM Jacek. Szanowna Fundacjo, Zwracam się z następującym zapytaniem. Chciałbym zostać sympatykiem Waszej Fundacji. W Sądzie Rejonowym w Żywcu toczy się sprawa o ograniczenie mi władzy rodzicielskiej oraz wydanie zakazu styczności z dzieckiem. Była żona złożyła doniesienie do prokuratury o znęcanie się fizyczne i psychiczne nad dzieckiem. Prokuratura Rejonowa umorzyła postępowanie, jednak EX złożyła zażalenie i sprawa wraca do ponownego rozpatrzenia. W toku postępowania sądowego złożyłem wniosek o uregulowanie mi kontaktów z synkiem (gdyż EX mi je utrudnia), w zarządzeniu tymczasowym sędzina wyznaczyła mi terminy spotkań z możliwością zabierania dziecka do mojego domu, jednak EX się do tego postanowienia nie stosuje. Złożyła kolejne zażalenie na postanowienie sądu. Jestem po badaniu w RODK z korzystną dla mnie opinią. Po jedynym od pół roku spotkaniu z synem, odprowadzając dziecko do jej miejsca zamieszkania EX urządziła mi prowokacje, której celem było rzekome pobicie jej. Oczywiście zrobiła obdukcję i złożyła doniesienie do prokuratury. Całe zdarzenie nagrałem na dyktafonie i zgłosiłem na policji, jednak nagranie nie jest zbyt wyraźne i nie wiem czy mi w czymś pomoże. Mój adwokat nie spełnia moich oczekiwań, właściwie to więcej dowiaduję sie co mam robić z Waszego forum, niż z jego doświadczenia prawniczego. Ponadto wynik sprawy majątkowej, którą założyłem mnie nie satysfakcjonuje, więc obawiam się, że wynik sprawy o dziecko będzie niekorzystny. Konkludując, chciałbym również, o ile jest taka możliwość, aby podczas toczącej się sprawy mieć od Was wsparcie osoby zaufania lub otrzymać inną formę pomocy, która wskazałaby mi wyjście z tej dramatycznej sytuacji, w której się znalazłem. Nie mam już siły na walkę z byłą żoną i mam dość sądów, policji i prokuratury. Artur. Witam, Mam do państwa wielką prośbę o POMOC. Mam 28 lat nie wiem co mam zrobić już najlepiej skoczyć z mostu. Dziś się dowiedziałem, że będę ojcem. Miałem dziewczynę i kochaliśmy się razem, ja tak przynajmniej uważałem, wyjeżdżaliśmy razem, nawet planowaliśmy ślub. Dziś mi powiedziała, że jest w 10 tygodniu ciąży ze mną i że odchodzi ode mnie dlatego bo tak naprawdę nie kochała mnie tylko chciała dziecka. Wyskoczyła mi dziś, że chce ode mnie alimenty i nie chce iść na ugodę tylko sądowo. Mówię jej, że zarabiam 800 zł miesięcznie + nadgodziny jeśli uda mi się je zrobić to maksymalnie na rękę wychodzę 1100 zł z tego oddaję 75 % rodzicom na utrzymanie domu, choć moi rodzice pracują obydwoje, ale nie są w stanie się sami utrzymać. I nie wiem co mam zrobić. Pozdrawiam Andrzej. Dzień Dobry Mam na imię Piotr. Jestem żonaty od 3,5 roku i mam wspaniałego synka. Około 2 miesięcy temu żona powiedziała, że mnie nie kocha i że zakochała się w koledze z pracy. Prosiłem ją, żeby zmieniła zdanie, ona jednak nic sobie z tego nie robiła. Dopiero jej rodzice na nią wpłynęli i jednak została. Niestety nic już nie było takie jak przedtem. Nie odzywaliśmy się do siebie. Po kilku dniach podczas większej kłótni, nie pamiętam już o co, powiedziała, że się wyprowadza. Co mnie zdziwiło jej rodzice poparli jej decyzję. Zabrała naszego synka. Kilka dni później wpadła do naszego domu z ojcem i bratem i zaczęła zabierać wszystkie prezenty jakie dostaliśmy od jej rodziny (co mnie bardziej śmieszyło niż smuciło), nie w tym jednak rzecz. Żona zabrania mi spotykania się z synem, mimo że nie zapadł jeszcze żaden wyrok, w sumie to jeszcze sprawa rozwodowa się nie zaczęła. Kilka dni temu zadzwoniłem i spytałem czy mogę wziąć synka na kilka godzin, a ona powiedziała, że mi go nie da, gdy pojechałem do domu teściów, tam aktualnie przebywa z naszym synkiem, to teściowa zagroziła żebym nie podskakiwał, bo w ogóle go nie będę oglądał. Mam pytanie: Czy żona, mimo iż nie zapadł jeszcze żaden wyrok, może zabraniać mi kontaktów z synem? Czy istnieją jakieś przepisy, które dają mi prawo widzenia się z nim? Czy mam prawo decydować o jego życiu, aktualnie gdy żona jest w pracy teściowie zabierają go na różnorakie wycieczki i nie interesuje ich to czy mam ochotę się z nim zobaczyć lub zabrać go do moich rodziców na kilka godzin? Czy możecie mi jakoś pomóc? Bardzo proszę o jakąkolwiek pomoc, w szczególności w kwestii prawnej. Pozdrawiam Mam pytanie. Właśnie oniemiałam. Mój mąż, kilka miesięcy temu po perypetiach o ustalenie kontaktów, zgłosił sprawę o uregulowanie kontaktów z dziećmi. Sprawa ciągnie się i ciągnie od kilku miesięcy. w związku z tym mój mąż zwrócił się do sadu o odpis protokołu z rozprawy, z którego dowiedział się i tu niespodzianka: ŻE JEST POZBAWIONY PRAW RODZICIELSKICH. Z informacji, które uzyskaliśmy z sądu pozbawienie władzy rodzicielskiej nastąpiło w międzyczasie na inny wniosek wnioskodawczyni, odbyła się odrębna sprawa, o której mój mąż NIE ZOSTAŁ NAWET POWIADOMIONY. Pomijając sprawę, że mój mąż od kilku lat żyje ze mną i Bóg mi świadkiem nie widzę żadnych powodów na podstawie których mógłby zostać pozbawiony władzy rodzicielskiej. Od kilku lat jego exżona zna nasz adres. Okazało się, że rozprawa o pozbawianie praw rodzicielskich odbyła się zaocznie, ponieważ mąż nie odebrał wezwań. Zaznaczam były one kierowane na jakiś stary adres pod którym kiedyś mieszkał po rozwodzie. Ex składając wniosek po prostu nie podała właściwego adresu do kontaktu z mężem. Sąd pozbawił mojego męża praw rodzicielskich bez żadnego kontaktu z nim, bez żadnego powiadomienia go. Paranoja jak dla mnie nie do przyjęcia. Co więcej, jak dowiedzieliśmy się z tego protokołu ojciec został pozbawiony tych praw na podstawie rzekomych małych starań o kontakty z dziećmi, kiedy DZIECI TE PRZEBYWAŁY U NAS, BYŁY POD NASZĄ OPIEKĄ w tym czasie odbyła się właśnie sprawa o pozbawienie, o której Ex ani słowem nie powiadomiła mojego męża. Wiedziała pod jaki adres wysłać dzieci na miesiąc, ale nie wiedziała jaki podać sądowi adres do korespondencji. Czy ktoś z Was spotkał się z podobnym absurdem i co w takiej sytuacji zrobić? Czy ja jestem głupia czy faktycznie ta sytuacja jest paranoidalna? Czy to moja schiza jakaś? Czy zetknęłam się z absurdem nie do przeskoczenia? Bo ja rozumiem, że istnieją luki w prawie, ale TAKI NUMER? Wstępnie mąż skierował sprawę do prokuratury, ale nie mamy pojęcia, gdzie kierować dalsze kroki. W związku z tym, że mąż ma zasądzone alimenty przekraczające wysokość jego dochodów nie muszę chyba wspominać, że na adwokata nie stać nas kompletnie. Co robić w takiej sytuacji, gdzie tak bestialsko łamane jest prawo ojca? Ja ze swojej strony dodam że mój mąż jest normalnym, spokojnym, uczciwym wręcz poczciwym mężczyzną. Beata Witam, mam pytanie a zarazem prośbę. W obecnej chwili toczy się sprawa z matką mojej córki o ustalenie kontaktów z córką, matka dziecka zgadza się na 2 godziny w miesiącu co dla mnie jest niewyobrażalne, ciągle robi mi tylko problemy. Dużo by opowiadać na ten temat, moje pytanie jest następujące: czy ktoś z Pana stowarzyszenia lub jakiegoś innego może przyjechać na moją sprawę i być na niej ze mną, wtedy sąd inaczej już patrzy. Dziękuję i czekam na odpowiedz. Nazywam się Dawid. Mam 23 lata i jestem obecnie podoficerem zawodowym Wojska Polskiego w Oddziale Specjalnym Żandarmerii Wojskowej w K. Nigdy nie byłem karany. Mam razem z panią Pauliną syna Łukasza. Syn skończy 27 stycznia tego roku 4 lata. Od grudnia 2005 roku z winy pani P. nie żyjemy we wspólnym związku. Wtedy też pani P. zaczęła żyć w związku z innym mężczyzną, a także rozpoczęła utrudnianie moich kontaktów z synem.Wmarcu ubiegłego roku wykonane zostały na moją prośbę badania DNA stwierdzające ojcostwo, przeprowadzone przez Uniwersytet Warszawski. Wystąpiłem przed sądem o badania nie dlatego, że nie kocham swojego syna, tylko ze względu na liczne, udowodnione zdrady jakich dopuściła się pani P., w trakcie naszego związku. Na syna płacę regularnie do 15 dnia każdego miesiąca alimenty w orzeczonej przez Sąd Rodzinny w Sosnowcu kwocie 300 zł. Zanim rozstałem się z panią P. regularnie łożyłem na utrzymanie dziecka, a także w miarę możliwości - ze względu na charakter wykonywanej przeze mnie pracy (byłem jeszcze żołnierzem nadterminowym) utrzymywałem kontakt z synem. Były to przeważnie soboty i niedziele. Całość spraw sądowych o alimenty, ustalenie ojcostwa i moich praw rodzicielskich trwała ze względu na odwołanie się pani P. od pierwszego wyroku do września ubiegłego roku. 25 czerwca ubiegłego roku na rozkaz Szefa Sztabu GeneralnegoWP zostałem skierowany do pełnienia służby poza granicami państwa. Do kraju powróciłem 1 grudnia ubiegłego roku. Pod- czas mojego pobytu poza granicami RP, na podstawie pozostawionego przeze mnie pełnomocnictwa o ustalenie moich kontaktów z synem, wystąpiła moja matka. Niestety jak zawsze, jako ojciec zostałem przez sąd potraktowany gorzej i ostateczna rozprawa musiała się odbyć przy mojej obecności. Sędzinie nie wystarczyły zapewnienia mojej matki o chęci utrzymywania kontaktów z synem. 27 grudnia ubiegłego roku odbyła się ostateczna rozprawa, która zakończyła się ugodą. Pani P. twierdziła, że syn mnie nie pamięta, i że wręcz może się mnie bać. Przed sądem zgodziła się jednak na kontakt mój z synem, pod opieką psychologa. Do takiego kontaktu doszło 3 stycznia bieżącego roku na terenie Terenowego Koła Obrony Praw Dziecka w S. W trakcie spotkania syn rozpoznał mnie. Przebieg całości kontaktu w formie relacji może zostać przedłożony przed sądem. W trakcie spotkania pani P. zgodziła się na spotykanie się moje z synem najwyżej raz w miesiącu, w sobotę lub niedzielę, przez 1 godzinę w obecności kuratora, w dodatku na terenie mieszkania pani P. Zdecydowanie się nie zgadzam na takie warunki. Ja wyraziłem chęć do przynajmniej dwóch spotkań w miesiącu, również w soboty lub niedziele, przez dwie lub więcej godzin, co nie znaczy, że nie chcę się widywać z synem częściej. Jak pokaże relacja ze spotkania mojego z synem, dziecko rozpoznało mnie. Nie widzę potrzeby uczestniczenia w trakcie spotkań kuratora. Jeżeli Wojsko Polskie ufa mi kierując mnie między innymi na liczne kursy czy do służby poza granicami państwa, to jakie inne powody ma pani P. żeby mnie dyskredytować, czy sądzić, że zrobię dziecku krzywdę. Nie wiem jak pani P. widzi również kwestię spotkań na terenie jej mieszkania, może jeszcze w obecności obecnego konkubenta. Pracownik TKOPD zadeklarował się ustalić z panią P. szczegóły następnego spotkania. W tym celu przeprowadził z nią rozmowę telefoniczną, w trakcie której, jak mi powiedział, pani P. - będąca obecnie w ciąży ze swoim konkubentem - stwierdziła, że poprzednie spotkanie ją za bardzo zestresowało i ona i jej konkubent nie życzą sobie więcej takich spotkań ze względu na dobro ich jeszcze nienarodzonego dziecka. Pominę kwestię tego czym może się denerwować pani P., ale za przeproszeniem co do cholery może mieć do powiedzenia jakiś facet, który nie jest ojcem mojego syna odnośnie mojego spotykania się z nim. Wiem również, że pani P. doprowadziła do tego, że syn mówi na jej obecnego konkubenta ,,tato”. Nie wyobrażam siebie jaki mętlik zrobiła dziecku w głowie ta kobieta, zwłaszcza że na spotkaniu syn mówił do mnie po imieniu, a nie per ,,tato”. Jest to dla mnie tym bardziej dziwne, że do mojej matki zwraca się ,,babciu”, za co został przy mojej matce zganiony przez panią P., w trakcie kilku przypadkowych spotkań, cytuję ,,ile razy mam ci mówić żebyś do niej mówił pani”. Proszę uprzejmie o pomoc w ustaleniu moich kontaktów z synem, o pomoc w napisaniu do sądu kolejnego wniosku o ustalenie tych kontaktów. Kontakt ze mną: tel. (kom.) Postanowiłam dzisiaj poszukać pomocy w Internecie w sprawie mojego brata, ponieważ nie mogę spokojnie patrzeć jak spala się nie wiedząc co zrobić. Brat jest po rozwodzie i ma zasądzone alimenty na dwie córki po 250 zł, które płacił regularnie. Kwoty alimentów są niskie, bo i zarobki w nowej pracy są niskie.Wposzukiwaniu lepszej pracy wyjeżdża za granice i tam pracuje, zarobki lepsze jednak nie stale i praca na czarno. Jednak w miarę możliwości, przesyła roczne kwoty dla córek poza zasądzonymi alimentami. W lecie 2006 dowiaduję się, że starsza córka nie studiuje tylko wyjechała do pracy za granicę. Odbywa się rozprawa o uchylenie alimentów na starszą córkę, podczas której wychodzi na jaw, że była żona przez 15 miesięcy pobierała alimenty na córkę, która była już za granicą. Na sądzie nie robi to żadnego wrażenia. Była żona wnosi o podniesienie alimentów. Brat wyjechał ponownie do pracy, jednak powiadomił sąd o swoim wyjeździe i poinformował, że do czasu polepszenia będzie płacił 300 zł miesięcznie na córkę. Proszę o radę jak postępować w takiej sytuacji, przecież brat nie może siedzieć i czekać na kolejne wezwania o podniesienie alimentów, bo musi pracować i zacząć prostować swoje życie. Nie uchyla się on od płacenia, jednak jego sprawy są ciągle nie załatwione. Po rozwodzie (bez orzekania o winie) nie przeprowadził podziału majątku, po 23 latach wyszedł z domu jak się to mówi w samych skarpetkach i mieszka kątem u rodziców, boi się że jak założy sprawę o podział to straci również młodszą córkę. Ja widzę, że one prowadzą z nim swoistą grę, wykorzystując tę sytuację. Chciałabym by wynajął prawnika, aby zakończyć te sprawy, jednak wyczytałam na waszych stronach, że to będzie na jego niekorzyść. Sytuacja ta odbija się na jego zdrowiu, psychice, życiu, na naszych rodzicach, bo nie wiemy jak mu pomóc, nie jesteśmy też przeciwni jego byłej żonie i ich dzieciom, ale te chwyty które stosują są poniżej pasa. Dodam, że w sądzie brat prawie nie został dopuszczony do głosu a pani sędzina, jak próbował tłumaczyć sytuację, chciała ukarać go karą. Proszę o pomoc, bo nie wiemy co zrobić, Beata. Szanowni Państwo, Jestem zmuszony zwrócić się do Państwa z prośbą o pomoc. Moje małżeństwo trwało 10 lat i w związku tym urodziło się nam czterech synów. W lipcu zeszłego roku, gdy byłem w pracy, żona spakowała swoje rzeczy, zabrała ze sobą trójkę młodszych dzieci i wyprowadziła się do mojego długoletniego kolegi. Do dziś przebywa z nim w związku. Nie złożyłem wniosku o rozwód. Teraz walczę o kontakt z dziećmi, bowiem małżonka utrudnia mi kontakty z nimi. Nie widziałem ich od trzech miesięcy. (Najstarszy syn pozostał pod moją opieką i nie wyraża chęci na zamieszkanie z matką.) Nie zawsze było różowo w związku, widziałem, że żona nadużywa alkoholu, nie wraca na noce, wiem, że byłem zdradzany. Nie chcę robić badań genetycznych, bowiem, jestem świadom, że tylko skrzywdziłbym tym synów. Mam pracę (nawet kilka stanowisk, pracuję fizycznie) i bardzo dobre warunki mieszkaniowe i finansowe. Remontuję teraz dom jednorodzinny, w którym mieszkam z synem i moją matką, która mi pomaga w wychowaniu syna. Dojrzałem również do tego, by złożyć wniosek o rozwód, minęło w końcu tyle czasu. Jedyne co pragnę, to odzyskać dzieci, nie chcę by ten człowiek był uważany za ich ojca. Również tryb życia małżonki nie jest najlepszym przykładem dla nich. Mam wątpliwości, czy właściwie się nimi zajmuje. Nie robiła tego podczas małżeństwa, więc cóż mogłoby się teraz zmienić. Najmłodszy 3-letni miał problemy z przerośniętymi migdałami. Gdy widzieliśmy się ostatnio, pytałem czy była z dzieckiem na zabiegu. Dziecko ma już problemy ze słuchem oraz mową. Gdy zaproponowałem, że ja pojadę z dzieckiem, odmówiła i straszyła policją. Wypadki ostatnich kilku lat przerosły moje najśmielsze oczekiwania. W sądzie toczy się sprawa o uregulowanie kontaktów z dziećmi. Zostaną przeprowadzone testy psychologiczne dzieci. Przerasta mnie ta sytuacja. Najtrudniej było pogodzić się z faktem, ze 10 lat ciężkiej pracy poszło na marne. Zarobki moje przekraczały zwykle 3000 zł.Wszystkie pieniądze oddawałem żonie a do dziś nie jestem w stanie powiedzieć, gdzie one są. Chciałbym zapomnieć o tym co się wydarzyło i zacząć życie na nowo wraz z dziećmi. Proszę, pomóżcie mi zrozumieć wszelkie procedury i podjąć odpowiednie kroki, by odzyskać dzieci. Z poważaniem: Rafał Witam ! Jestem po rozwodzie od wielu lat, ale koszmar kontaktów z byłą żoną zaczyna mnie wykańczać. Wyszukuje coraz to kolejne preteksty do wyszarpania kolejnych pieniędzy i poświęcania dziecku kolejnego całego dnia. Kiedy ja mam pracować na te wydatki?! W każdy wtorek i czwartek jadę 15 km do szkoły po Krzysia na 12.30 lub 13.30 i przywożę do domu (kolejne 15 km). Dostaje drugie śniadanie, obiad z dwóch dań (koniecznie z mięsem) i kolację. Jeżeli nie mam umówionych spotkań to jestem w domu i gramy w gry (ma 12 lat). Jeżeli mam spotkania to zostaje z moimi rodzicami. Była żona stwierdziła, że nie będzie Krzysia odbierać wracając do domu tylko ja mam go odwozić (kolejne 2x15 km).Poza tym zabieram go na niedziele.We wtorki, czwartki i niedziele zabiera zupę dla siebie na następny dzień. A teraz jeszcze wymyśliła sobie, że mam płacić za niańkę do dziecka w kwocie 400 zł. Ale jakby tego było za mało to otrzymałem pozew sądowy o podwyższenie alimentów do kwoty 1500 zł. Przejeżdżam miesięcznie 800 km. serwuję obiady, kolacje, mam płacić za niańkę i jeszcze alimenty 1500 zł. A na dokładkę wieczne pretensje i awantury oraz oczywiście tłumaczenie dziecku, że ojciec jest nieudacznikiem i że nic nie potrafi i tylko ona jest jedyną rozsądną osobą. Czy jest to normalne? Przepraszam, bo głupieję. Proszę o odpowiedź jeśli można. Pozdrawiam, Paweł Ostróda,. Wołanie o pomoc Mam wrażenie, że ludzie sprawujący władzę w naszym kraju nie mają pojęcia w jakich warunkach ludzie żyją, nie zdają sobie sprawy, że ustawy przez nich uchwalane zamiast ułatwiać życie komplikują je do nieokreślonych granic. To taki mały wstęp, w który wplotę swoją sytuację. Muszę się trochę cofnąć w czasie do 2001 r., kiedy to po kolejnej awanturze wywołanej przez pijaną żonę opuściłem mieszkanie (może pierwszy mój błąd, jak pijana żona skakała do mnie z rękami i wyrzucała mnie z domu zamiast go opuścić mogłem podjąć prowokację i bić się z nią i w najlepszym wypadku skończyłoby się to dla niej poturbowaniem czy drobnymi złamaniami, a ja wyszedłbym na drania, co znęca się nad biedną kobietą). Wyprowadziłem się do rodziców, gdzie mieszkałem przez prawie rok, lecz niestety „wizyty” (nachodzenie i robienie awantur) pijanej żony zmusiły mnie do opuszczenia tego mieszkania (brat jest obłożnie chory i potrzebuje spokoju, rodzice nie chcieli mieszać do tego policji ze względu na wiążące się z tym składanie wyjaśnień i odwiedziny funkcjonariuszy). Nie miałem stałej pracy, więc pracowałem na czarno, by zarobić na utrzymanie i zapłacić alimenty zresztą dobrowolnie, oraz miałem pieniądze na poszukiwanie pracy (gazety z ogłoszeniami, telefony do pracodawców, dojazdy na rozmowy itp. Podczas jednej z prac zaprzyjaźniłem się z kobietą na drugim końcu Polski. Mieszkała sama z dwójką dzieci w wynajętym mieszkaniu, więc postanowiliśmy, że jak będziemy razem wynajmować to taniej nam wyjdzie. Dla mnie to był dobry układ, gdyż miałem mieszkanie z dala od żony, więc mogłem się trochę odetchnąć od wiecznych awantur. Ponieważ nie ma 100% środka antykoncepcyjnego zdarzyło się, a ustawa antyaborcyjna dopełniła formalności. Ja byłem bez meldunku, więc miałem problem, bo nikt nie chciał mnie bezdomnego zameldować, z pracą też mam problemy ze względu na bezdomność (co prawda według kodeksu cywilnego można mieć tylko jedno miejsce zamieszkania [art. 28 kc], które jest określone [art. 25 kc] „miejscem zamieszkania osoby fizycznej jest miejscowość, w której ta osoba przebywa z zamiarem stałego pobytu”, natomiast ustawa z 10 kwietnia 1974 r. o ewidencji ludności i dowodach osobistych określa obowiązek meldunkowy, który jest czystą fikcją, bo jak właściciel nie chce mnie zameldować to ja go nie zmuszę, bo wyląduję pod mostem. Właścicielka mieszkania, które wynajmowaliśmy wcześniej nie dość, że nie chciała zameldować to podnosiła często czynsz, więc znaleźliśmy następne, lecz problem meldunku pozostał, gdyż właścicielka jest za granicą i na razie nie wybiera się do kraju, a bez jej obecności w urzędzie nie można załatwić meldunku. O mieszkaniu socjalnym można zapomnieć, bo jednym z kryteriów ubiegania się o nie jest meldunek na terenie gminy, w której składa się wniosek. Z powodu braku meldunku wypłynął następny problem, żona wykorzystała fakt, że nie miałem meldunku i przy zakładaniu sprawy o alimenty skłamała, że nie ma ze mną kontaktu.

