co pisze prasa o ojcach

Ojcowie szukają pomocy.

Z góry dziękujemy za pomoc!!!

Prosimy o zainteresowanie naszym pismem jak największej liczby osób dla dobra kraju i Unii Europejskiej.

      Z góry dziękujemy za najmniejszą pomoc ojcom. 

Ze strony internetowej. www.mezczyznidlarodziny.com

 

Dramaty mężczyzn, dramaty ojców...

 by Jerzy Ulicki-Rek »

Wiele uwag w liście ,który otrzymałem dzisiaj porusza problemy , o których istnieniu nie zdajemy sobie sprawy lub ich nie dostrzegamy zaganiani codzienna pogonią za chlebem. Z "feministycznego" punktu widzenia w jakim tresowano nas od lat wiele uwag w tym liście wywoła w pierwszym momencie odruch sprzeciwu ale proponuje spokojne ich rozważenie bo jest w nich masa racji.

Podobnie jak szalenie trafne uwagi o "prostytucji rodzinnej gdzie żona używa swojego ciała jako narzędzia szantażu i uzyskiwania korzyści materialnych.

Polecam uważna lekturę bo porusza on sprawy ważne nie tylko dla mężczyzn i kobiet jako partnerów ale dla przetrwania normalnej rodziny i gatunku homosapiens jako takiego. 

 Kryzys rodziny w Polsce i Unii Europejskiej jest faktem mało znanym w społeczeństwach. Niewielu mężczyzn zdaje sobie sprawę z tego, że czyhają na nich zagrożenia po spłodzeniu dziecka. Nie mają świadomości że po spłodzeniu dziecka nie mogą godnie funkcjonować w rodzinach.

 W naszej zachodniej cywilizacji, prawie w stu procentowej demokracji, gdzie każdy obywatel ma jeden głos, prym zaczęły wieść kobiety których w świecie zachodnim jest około 55- 60 procent.  Tak wiec, większość  jest w stanie przeforsować najprzeróżniejsze ustawy, nawet przeciwne naturalnym prawom ludzkim.

Społeczeństwa nieodpowiedzialne doprowadzając kraje do zapaści gospodarczych i etycznych.

Większość, wprowadza ustawy prawa rodzinne które z wyrafinowaniem prześladują zdrowych mężczyzn, gdyż są w mniejszości, prowadząc do paraliżu podstawowych ich czynności życiowych.

 Kobiety i mężczyźni w rodzinach, gdy mają dzieci w okresach alimentacyjnych zostają zantagonizowani z mocy prawa państwowego, z urzędu. Jeżeli państwo, jest przyczyną rozpadu małżeństw, to żony są związane z państwem =zapomogami= a nie z mężczyznami.

 Prawa U. E. doprowadziły do tego że rodziny straciły sens istnienia, zdolności prokreacyjne zostały zablokowane. Paraliż podstawowych czynności życiowych mężczyzn w rodzinach ma zasadniczy wpływ na degradację gospodarek krajów i coraz większej liczby schorzeń.

 W krajach europejskich toczy się wojna o to kto ma rządzić w rodzinie gdy posiadają dziecko lub dzieci. Kręgi feministyczne, pedomentalne, opanowały środki masowego przekazu.

Doprowadziły do tego że to kobiety są wyłącznymi właścicielkami dzieci w okresach alimentacyjnych. Działania rządzących w U. E. wymierzone są w najbardziej podstawowe zasady funkcjonowania zdrowych mężczyzn urodzonych przywódców, głów rodzin (obecnie około 30, 40% świata zachodniego).

Kobiety będąc w związkach małżeńskich gdy posiadają dzieci, w około 80 procentach stają się płatnymi prostytutkami rodzinnymi, które od mężów za seks żądają gratyfikacji. Prostytucja rodzinna została wprowadzona za pomocą k.r.o. i interpretacji tego prawa po swojemu przez sędziny, które zdegradowały mężczyzn do roli parobków, bankomatów.

 Żony w U.E. zostały wyzwolone od ciążących na nich obowiązkach małżeńskich zgodnych z biblią starego i nowego testamentu. Pozwoliło to na pełne kontrolowanie seksu w rodzinach, na zasadzie prostytucji.

Ze swej ukrytej działalności gospodarczej prostytucji rodzinnej, przechwytują efekty pracy mężów i to niemal na nieograniczoną skalę. Szara strefera prostytucji rodzinnej jest bardzo mało znana społeczeństwom, gdyż nie mówi się o niej w środkach masowego przekazu.

Gremia opiniotwórcze wiedzą o tym procederze, jednak nabierają wody w usta udając że nie ma problemu, gdyż mogliby być zwolnieni z dobrze płatnych posad, gdyż najczęściej nie mają zaplecza finansowego, przez co legalizują ten proceder.

 Mężczyźni w Polsce mając dzieci w okresach alimentacyjnych, w zamian za sporadyczny seks, mają obowiązek oddawania wszystkich zarobionych środków finansowych żonom lub posiadać wspólne z nimi konta.

 Feministki aby przeciwdziałać mężom którzy nie chcą oddawać żonom zarobionych środków i same chcą decydować o sposobie ich rozdysponowania, ustanowiły niebieskie karty, wprowadzając kuchennymi schodami punkt mówiący że=

mąż znęca się nad żoną psychicznie art.212 k.k. wówczas, gdy nie oddaje wszystkich swoich zarobionych środków z pracy.

 Gdy mężowie nie chcą dobrowolnie oddawać środków w całości, żony zmuszają ich do płacenia alimentów sądownie mieszkając razem.

Prawie w 100 procentach sędziny przychylają się do takich wniosków. Dzieje się już tak w Polsce w około 20 procentach  istniejących małżeństw.

 Jeżeli mężczyźni nie mogą zaspokajać potrzeb seksualnych w małżeństwach z żonami, więc to zapotrzebowanie zaczęli masowo realizować u prostytutek. W Amsterdamie i w wielu miastach U.E.

 W krajach skandynawskich gdy zaobserwowano lawinowe zapotrzebowanie na profesjonalne prostytutki, feministki natychmiast wprowadziły prawo że mężczyźni gdy będą korzystać z usług prostytutek publicznych, będą skazywani na więzienie, obecnie krótkie do około pół roku.

 Na północy Europy panuje totalny zawał demograficzny, najwyższy w Europie wskaźnik przestępczości, plaga narkomanii i alkoholizmu. Około dziesięć procent dzieci rodzi się tam z wrodzonymi powikłaniami, gdyż jest mało zdrowych mężczyzn i kobiet, a także dlatego że matki nie są w stanie odstawić środków odurzających nawet w ciąży. Dzieje się tam tak mimo ich najwyższego bogactwa, bogactw naturalnych rud żelaza i innych.

Obecnie po zawarciu związku małżeńskiego i spłodzeniu dziecka, podczas rozwodów żony żądają i uzyskują w sfeminizowanych sądach rodzinnych duże gratyfikacje finansowe.

Często wartość uzyskiwanych majątków (w świetle prawa gdyby były podzielone na dni małżeństwa), to często kwoty te byłyby wyższe od tych, gdyby mężczyźni korzystali z usług profesjonalnych prostytutek.

 Obnażanie kobiet w U. E. w miejscach publicznych, środkach masowego przekazu, bilbordach, pismach ogólnie dostępnych, jest formą prymitywnej i gwałtownej agresji seksualnej, psychicznego oddziaływania na  mężczyzn, sterowania ich seksualnością.

Kobietom, homoseksualistom, pedofilom, transwestytom itd. obnażanie się kobiet nie przeszkadza, gdyż na nich taka agresja seksualna w formie psychicznej nie oddziałuje.

 Kraje Islamu i innych wyznań, przeciwdziałając takim praktykom kobiet, od tysięcy lat i obecnie nie pozwalają kobietom obnażania się w miejscach publicznych, aby nie wywierały gwałtownej agresji seksualnej u  mężczyzn.

 Pod wpływem prostytucji rodzinnej ojcowie nabywają  schorzeń o nazwie: wycofanie, bezdomność, niezaradność, alkoholizm, otyłość, itd.

Statystyki biją na alarm, obecnie około 40% mężczyzn w U.E. nie może odbywać stosunków płciowych z kobietami i są bezpłodni. W wyniku takich działań także już około 50% kobiet w U. E. stało się  seksualnie zimnymi, wyrachowanymi. Zatraciły piękno seksu, naturalność,  nabrały cech typowych prostytutek.

Obecnie rozwydrzenie seksualne panuje u młodzieży ze względu na rozpad rodzin , gdyż nie mają żadnej kontroli. Stan taki panuje u mężczyzn tylko do czasu zawarcia związków małżeńskich.

Gdy zostają ojcami ich aktywność seksualna nagle się kończy nieodwracalnie. Zaczynają nabywać zaburzeń życiowych, schizofrenii seksualnej, alkoholizm, narkomania, bezdomność itd., umierają bardzo młodo.

Aby się przeciwstawić tak haniebnym prawom które doprowadzają do upadku rodzin, degradacji  pokoleń powstała organizacja Ogólnoświatowy Ruchu Społeczny Mężczyźni Dla Rodziny –

www.mezczyznidlarodziny.com

e – mail: poczta@mezczyznidlarodziny.com

Przykład życia rodzinnego jednego ojca, z milionów.

Urodziłem się w Polsce, ale od roku 1975r zamieszkałem w Szwecji. Całe

życie marzyłem o Szcześliwej Rodzinie z wybraną ukochana kobietą.

Taką właśnie spotkałem w 1985r na warszawskim pięknym Ursynowie. KC

pracowała w Spóldzielni Inwalidów, ale mnie to tam nie przeszkadzało,

bowiem widziałem tylko jej wielkie oczy. Poprostu ona była dla mnie

ideałem. Obdarzyłem ją najprawdziwszą milością dojrzałego

mężczyzny i zaprosiłem do Szwecji. W 1988r pobraliśmy się i

zamieszkaliśmy we dwoje w moim dużymluksusowym 5-cio pokojowym

(140mkw) mieszkaniu na Ostermalm w Sztokholmie. Pierwsze 5 lat uplyneły

nam jak w raju! Moja ukochana KC wmawiała mi, że mnie kocha i że jestem

jedynym jej mężczyzną na świecie, że nie wyobraża sobie życia z

nikim innym. W 1993 urodziła nam się wspaniałacóreczka Beatka i oboje

byliśmy szczęśliwymi rodzicami ukochanego Dziecka.Tego też roku

ukończyłem 50 lat. Byłem więc bardzo dumny na codziennych spacerach z

Beatką. Niestety szczęście trwało krótko! Po porodzie KC zmieniła

się nie do poznania i w 1995r zapragnęła rozwodu. Myślałem, że to

chwilowy kaprys, który wkrótce przeminie. Dlatego latem 1995r

zorganizowałem wspólny piękny urlop w Grecji. Beatka dwulatka była tak

słodka i rozkoszna, że byłem Nią cały zajęty. Myślałem, że urop

był udany! Po powrocie do Sztokholmu, zastałem w domu wezwanie od

adwokata KC na sprawę rozwodową. Boże dlaczego do tego doszło? Pytałem

KC, błagałem, prosiłem ale ona, (ze znaku skorpiona), była

nieustępliwa i postawiła na swoim! Ale w jaki okrutny,

podły, wyrafinowany sposób! Koszmar trwał kilka miesięcy i sprawa

rozwodowa wyznaczona została na dzień 13.11.1995. Robiłem wszystko, aby

ratować nasz związek. Naiwnie liczyłem na to, że w dniu jej urodzin tj

10 listopada, czyli trzy dni przed sprawą, nastąpi nasze pojednanie.

Przygotowałem więc kwiaty, obiad i tort urodzinowy. Niestety KC w dniu

urodzin z samego rana zabrała Beatkę i wyszła z domu. Czekałem na ich

powrót cały dzień, ale nawet nie

zadzwoniła! Dopiero około godziny 21,00wieczorem weszła do mieszkania i

nie mówiąc ani słowa zasiadła z Dzieckiem (2 latka) przed telewizorem.

Na moje pytanie gdzie była z Beatką przez cały dzień, zaczęła

głośno krzyczeć, że to nie moja sprawa, że to nie moje dziecko ale jej

i abym poszedl sobie precz! Po chwili z Beatką na ręku podbiegla do

kontaktu elektrycznego i zaczęła "mrugać" światłem. To były umówione

sygnały do siedzącego w aucie PW jej brata, który jak się pózniej

dowiedziałem, od sąsiada zadzwonił na policję. Przez okno zobaczyłem

podjeżdżającą policyjną "sukę". Więzniarką, bez słowa wyjaśnienia

zawiezli mnie do aresztu. To było straszne doznanie, ponieważ ani w

Polsce ani w Szwecji nigdy do tej pory nie miałem do czynienia z policją.

Ona ukochana KC posłała mnie tam poraz pierwszy w moim życiu! Przez noc

siedziałem i myślałem o Beatce! Dlaczego? Boże! Dlaczego? Dlaczego do

tego doszło? Co jest tego przyczyną? Jak mogę ratować nas i Dziecko?

Tylko te myśli przychodziły mi do głowy na twardej więziennej desce.

Płakałem, płakałem, i myślałem...! Przed świtem przyszedł do mojej

celi policjant i powiedział, że prokurator mnie zwalnia, ponieważ nie

widzi mojej winy. Oficer pocieszał mnie, że nie jestem samotnym

bezdomnym. W Szwecji takich wypędzonych przez żony jest około 200 000!

On sam policjant też! Zwolniony z aresztu, na pieszo poszedłem do domu.

Jakież było moje tozdziwienie, gdy po przekroczeniu progu nie zastałem

nikogo w domu? W tym czasie kiedy ja siedziałem w areszcie, KC i PW

spakowali wszyskie nasze walizki i z Dzieckiem wyjechali. Dokąd? Nie

wiedziałem, nie wiem! Przypominam, że tragedia ta wydarzyła się w

piatek 10.11.1995r w dniu 37 rocznicy urodzin KC. Po 2 dniach w

poniedziałek 13.11.1995, sprawę rozwodową prowadziła 25 letnia

"sędzina", która przyznała KC rozwód mojemieszkanie i wyłączną

opiekę nad 2 letnią Beatką, którą pozwolono mi widywać, ale tylko na

papierze, ponieważ w praktyce KC prawie nigdy nie pozwalala Dziecku na

kontakt ze mną. Dlaczego!? Przysięgam, nie wiem!! Nadchodzily Święta

Bożego Narodzenia. Dowiedziałem się, że KC z Beatką jest w Warszawie.

Ucieszyłem się bardzo, kupiłem prezenty dlacałej rodziny KC i

pojechałem do rozwiedzionych wcześniej rodziców KC na Ursynowie.

Niestety powiedziano mi przez zamknięte dżwi, że KC, jej matka i Beatka

wyjechały do PW,w Częstochowie. Było już bardzo pózno i ślisko, więc

udałemsię do jej cioci w Wawrze, ale i tam zostałem brutalnie oplutyi

odepchnięty. Powrotny bilet promowy z Gdańska do Szwecji,miałem na 4

stycznia 1996r. Tego dnia była wielka ślizgawica idlatego postanowiłem

wyjechać wcześniej. Niestety, kiedy rano przyszedłem do samochodu,

zobaczyłem obie, przednie opony poprzekrajane nożem! Szybko zamiłem na

nowe i zdążylem w ostatniej chwili na ruszający już prom, którym jak

się pózniej okazało, wracała także Beatka i Jej matka. Mieszkali u

fałszywej koleżanki w Kista koło Sztokholmu. Dnia 9 stycznia zadzwoniła

KC z propozycją spotkania w sprawie Beatki.

Spotkanie naszeustaliliśmy na 11 stycznia godz.17.00 w odleglej dzielnicy

Kista. Kiedy tam pojechałem, jej nie zastałem! Czekałem dwie godziny a

ona w tym czasie wymienila zamki w moim mieszkaniu i czekała w nim z

"wielbicielami" na mój powrót! W korytarzu na ścianie koło windy,

zobaczyłem przyklejoną kartkę: "Leonard, Idz sobie stąd i nie pukaj do

mych dżwi, KC i Beatka"W oczach zrobiło mi się ciemno i popłynęły mi

łzy. Delikatnie przycisnąłem dzwonek przy dżwiach wejsciowych do

mieszkania, ale nie otworzyła. Po kilkunastu minutach usłyszałem ryk

syreny policyjnej i pod moim domem zaparkowały dwa duże samochody policji

kryminalnej. Taka wielka jest "sprawność" policjantów szwedzkich do

rozbijania uczciwej Rodziny! Wsadzono mnie do zaparkowanej przed domem

policyjnej "budy" i długo wypytywano o szczegóły, które zgodnie z

prawdą opowiadałem. Na koniec "ulicznego" przesłuchania zakomunikowano:

"nie masz szans, ona zostaje w mieszkaniu, a ty idz sobie dokąd chcesz.

Jednocześnie ostrzegamy cię, że jeśli wrócisz i będziesz pukał do

jej dżwi, to cię aresztujemy." Takie byly słowa szwedzkiego policjanta w

tym tragicznym dla mnie dniu! Boże! Dlaczego? Po 10 latach szczęścia z

kobietą, którą tak bardzo kochałem, zostałem przez nią wyrzucony na

ulicę z własnego domu i stałem się bezdomnym czlowiekiem po 20 latach

pobytu w "praworządnej" Szwecj! Dlaczego? Dlaczego? Tego nie mogłem

pojąć!? Pełen koszmarnych myśli,że to już koniec ze mną,

postanowiłem popelnić samobójstwo na stacji centralnej metra

w Sztokholmie. Idąc w tym kierunku, cały czas płakałem i modliłem się

do Boga. Była godzina 23.30 kiedy zbliżałem się do centralnej stacji

metra. Nagle zobaczyłem Kobietę, którą znałem przed wielu, wielu laty.

Ratunek nadszedłod Boga! To Ona wspólnie z mym znajomym JJ wyszukali mi

mały pokoik, gdzie mieszkałem przez 3 miesiące. Pociłem sięi

cierpiałem jak nigdy dotąd. Po 3 miesiącach wlaściciel sam potrzebował

mieszkanie, więc musiałem się wyprowadzić izostałem bezdomnym w

Szwecji. Pojechałem więc do mojej Mamusi w Warszawie i tam zamieszkalem.

Moja ukochana Mateczka niestety nie mogła znieść tragedii jaką uczynila

mi KC i tragicznie umarła. Boże Dlaczego? Dlaczego ludzie dobrzy i

szlachetni umierają tak szybko i niespodziewanie, a nie podli,

wyrafinowani i okrutni ? Po śmierci Mamuśi, pod koniec roku 1997

wróciłem do Szwecji i postanowiłem walczyć o moje prawo do Dziecka i

Dziecka do mnie! W 1998 Sąd Rodzinny w Sztokholmie potwierdził i

zawyrokował jeszcze raz moje prawo do spotykania Beatki w niedzielę co

drugi tydzień. Zobowiązał KC do przyprowadzania Beatki w te dni do mnie,

ponieważ zawsze (do dziś!) KC i Beatka mają tajny adres i tajny

telefon.Poprostu nie wiem gdzie mieszkają! KC przyprowadziła Beatkę

kilka razy do mnie i było nam bardzo miło, ale nigdy nie dała nam

zobaczyć się w Święta, wakacje, urodziny, imieniny!? KC coraz

częściej sabotowała wyrok szwedzkiego sądu i przestała przyprowadzać

Beatkę. Kiedy ja dzwoniłem do jej pracy, donosiła na Policję, że ją

szantażuję i

policja posłusznie zabierała mnie do siebie na przesłuchanie (12 razy!?)

i pozniej wypuszczała nie widząc powodu do mego zatrzymania! Taka jest

więc służalczość policji szwedzkiej dla feministek! Dlaczego w tak

swawolny sposob wydawane sa wielkie sumy pieniędzy podatnikow!? KC

zaskarzyła wyrok Sądu Rodzinnego do innej instancji i przy pomocy

zakłamanej "psycholog" i podłych koleżanek, wyrok zmieniła:Sądownie

zakazała mi spotykania Dziecka!!?? Dlaczego!??Od tego czasu minęło wiele

lat. KC i Beatka mają cały czas (1995 - 2008) tajny adres i tajny

telefon, więc nie wiem gdzie mieszkają i jak żyją!? Nie wiem do ktorej

szkoły chodzi Beata.Nie wiem czy otrzymala 1 Komunię Świętą!? Tylko

alimenty, "sprawiedliwe" szwedzkie władze, co roku sciągają mi

automatycznie z mojej pensji. Kiedy odwiedziłem Beatkę w pierwszej szkole

na Banergatan to kierowniczka straszyła, że zadzwoni po policję,

ponieważ matka nie pozwala na jakikolwiek kontakt Dziecka ze mną! Kiedy w

roku 2005 Beatka konczyla 12 lat wysłałem na adres do solarium gdzie

pracuje KC list następującej treści: KC! "Nasze Dziecko Kochana Beatka,

ukończyła 12 lat, a więc zgodnie z naszą starą, słowiańską

tradycją powinna zacząć przebywać z Ojcem więcej, bo do tej pory nie

przebywala prawie nic! Przez ostatnie 10 lat, Dziecko ma tajny adres i

tajny telefon domowy. Kontakt mój w szkole Beatki, zabroniony jest przez

kierowniczkę. Jako matka Beaty, zrozum to dla Jej dobra, że tak dalej

być nie może! Proszę cię zmieńmy tą przykrą

sytuację dobrowolnie sami. Wystąp sama do tego sądu o decyzję na

obopólną opiekę obojga rodziców. Proszę cię dla dobra Beatki, pozwól

Jej mieć tatusia! Dnia 23 pazdziernika, będzie w Szwecji koncert

Mazowsze. Czy Beatka może pójść na to wspaniałe widowisko? Odpowiedz

mi bo chce kupić bilety wcześniej, aby miejsca były dobre. Pozdrawiam,

Leonard". Tyle list! Odpowiedzi nie otrzymałem żadnej, ale wzamian

otrzymałem wezwanie oskarzające na policję kryminl:"Za niezgodne z

prawem szwedzkim szantażowanie matki...."! Boże! czy jesteś? Gdzie

jesteś? Dlaczego pozwalasz na takie skandale!!! Dziś 2008.02.03 moje 65

urodziny a ja tylko placzę iwyglądam jakiegoś znaku od Beatki.

Niestety!! Nie przyjechała, Nie napisała, Nie zadzwoniła!? A może Wy

drodzy czytelnicy pomożecie nam rozwiązać ten wielki problem? Pytałem

Rodziny, księży, adwokatów, socjologow, psychologaale oni są bezsilni

wobec chorego, szwedzkiego "bezprawia", które świadomie niszczy i rozbija

zdrowe Rodziny!? Dlaczego!? Czy tylko po to aby moc nami wykończonymi

łatwo sterować!? Pozdrawiam z nadzieją zobaczenia naszej Ukochanej

Córeczki Beatki. Leonard Kawczyński, Tatulek@gmail.com

 

Mierzynówka, Hajnówka. Kilkanaście osób odprowadzało wczoraj Marka G. do bramy więzienia, która zatrzasnęła się za nim aż na rok. Dlaczego? Bo tak kocha swoją pięcioletnią córkę, że nie chce jej oddać. A w świetle bezdusznych przepisów przetrzymywanie dziecka wbrew woli matki i postanowieniu sądu jest uprowadzeniem.

Wiesława Gołąbek, psycholog:

Targi rodziców odbijają się na sferze emocjonalnej dziecka. Dostaje komunikat, że jest instrumentem w walce i że musi wybierać między rodzicami. Nie jest na to gotowe, potrzebuje obydwojga. To wywołuje napięcie, lęk przed odrzuceniem i patologizuje relacje w przyszłym dorosłym życiu.

Nie skazujcie dobrego człowieka!
Środa, godzina 13. Marek G. stawia się przed aresztem w Hajnówce. Jest z nim kilkunastu sąsiadów ze wsi Mierzynówka w gminie Grodzisk.
- Za co do więzienia? Za miłość do dziecka? - pyta jedna z kobiet. - Jak można skazać tak dobrego człowieka? Córka przecież do niego lgnie.
- To taki dobry gospodarz, kto zajmie się teraz jego gospodarką? - pytają rozgoryczeni sąsiedzi. - I jak ma opłacić alimenty, utrzymać dzieci, skoro ziemia będzie leżeć odłogiem?
Wszyscy są przekonani, że został niesłusznie skazany. Podkreślają, jak świetnie zajmuje się małą, jaka jest zadbana, radosna i rezolutna.
Chodziło mi tylko o dobro córki - powtarza skazaniec. - Najtrudniej było jej wytłumaczyć, gdzie idę - dodaje coraz cichszym głosem. - Została z dziadkami. Powiedziałem, że wyjeżdżam, a ona podobno po kilku godzinach już o mnie pytała.

To, co powinno łączyć, podzieliło
Wszystko zaczęło się ponad dwa lata temu. Żona Marka G. wyjechała do Warszawy, zabierając ze sobą starszego od córki syna. Dziewczynka została z ojcem. Po pewnym czasie matka zdecydowała, że chce odzyskać córkę. Rozpoczęła walkę w sądzie. Mimo starań nie udało nam się z nią skontaktować.

Korzystne dla niej postanowienie zapadło w wydziale rodzinnym Sądu Rejonowego w Bielsku Podlaskim. Kochający ojciec jednak nie oddał córki. Dlatego prokuratura oskarżyła go o uprowadzenie. W kwietniu siemiatycki sąd skazał Marka na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Marek odwołał się, ale w Sądzie Okręgowym w Białymstoku nic nie wskórał. Poprzedni wyrok został utrzymany w mocy. Termin wydania dziecka upłynął 12 listopada. W końcu 30 listopada sąd wydał postanowienie o wykonaniu wcześniej zasądzonej kary, już bez "zawiasów”.

- W mojej karierze była to pierwsza tego typu sprawa - przyznaje Jan Kapelka, przewodniczący Zamiejscowego VIII Wydziału Grodzkiego w Siemiatyczach. - Od strony czysto ludzkiej, nie wnikając w pobudki żadnej ze stron, jest to sprawa straszna. To, co powinno łączyć, dzieli.

Gdzie jest córka aresztanta?

Mierzynówka, Siemiatycze, Białystok. Podlaska policja i matka z kuratorami sądowymi szukają dziś pięcioletniej dziewczynki, ukrywanej do tej pory przez ojca. Historię Marka G., który miłość do dziecka przypłacił karą roku pozbawienia wolności, opisywaliśmy wczoraj.

Marek stawił się w Areszcie Śledczym w Hajnówce. Córki nie oddał matce, mimo wielu wyroków sądowych. Kobieta też jest zdeterminowana w walce o dziecko. Do Warszawy wyjechała dwa lata temu, z synem, ale wkrótce upomniała się i o córkę. Sąd przyznał jej prawo do opieki, ale Marek się z tym nie pogodził.

Rodzina pod lupą
- Nadal nie znamy miejsca pobytu dziewczynki - powiedział nam dziś po południu Romuald Leoniuk, oficer prasowy z Komendy Powiatowej Policji w Siemiatyczach. - Nikt z rodziny nie udzielił nam informacji na ten temat.

Policjanci zapukali wczoraj do trzech domów: do dziadków dziewczynki, mieszkających w Mierzynówce (tam też mieszkał jej ojciec, zanim trafił do aresztu), do brata ojca w Siemiatyczach i dalszego kuzyna w Białymstoku.

- Wpadli o 6 rano. Trzech mężczyzn i policjantka, przeszukali wszystkie pomieszczenia, myślałem, że to napad - opowiada roztrzęsiony Marian M., kuzyn Marka G. - Żadnego nakazu nie mieli, tylko legitymacje. Czy to tak można?

- My chorzy ludzie, a oni po cywilnemu, tak nastraszyli - dodaje jego matka.

- To nie było przeszukanie, tylko tzw. lustracja pomieszczeń mieszkalnych i gospodarczych - prostuje Marta Rodzik z Zespołu Prasowego Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku. Policjanci mówią, że przed wejściem spotkali matkę tego pana, wracającą z zakupami, sama ich zaprosiła do mieszkania. A Marian M. oprowadzał ich po pokojach, pokazując, że nie ma tam dziecka.

- Z tego, co wiem, nie było żadnych przeszukań. Po prostu odwiedziliśmy trzy domy, pytaliśmy o dziewczynkę - potwierdza Leoniuk. - Przeszukania na pewno nie było u jej dziadków. Dziadka policjanci zastali bowiem w oborze. Nie udzielił informacji o tym, gdzie ona przebywa.

O asystę prosiła matka
Policja nie może udzielać informacji, jakie jeszcze czynności zostaną przeprowadzone. Zostały one zakwalifikowane jako sprawa poszukiwawcza i umieszczone w specjalnym rejestrze, więc nawet jeśli na ślad dziecka wpadną policjanci z innych regionów Polski, dadzą znać siemiatyckim kolegom. Ci podejrzewają, że ktoś z rodziny ukrywa dziecko. Ale powstrzymują się od komentarzy.

- Nie oceniamy czy sąd postanowił słusznie czy nie. Jeżeli uprawniony podmiot występuje do nas o udzielenie asysty, to my jesteśmy zobowiązani to zrobić. I robimy - tłumaczy Leoniuk.

Znaleźliśmy Agatkę!

Białostocczyzna. Uznana za zaginioną dziewczynka fizycznie czuje się dobrze. Tęskni za ojcem. Chwali się pieskiem-zabawką, którego jej kupił. - Chcę, żeby tato do mnie wrócił - mówi.Policja od tygodnia nie może trafić na jej ślad, choć uruchomiła siły w całym kraju. My z nią rozmawialiśmy! Agatka jest z rodziną lub znajomymi ojca.

Rodzina twierdzi, że nic złego dziecku się nie dzieje, że odwiedza krewnych. Po to, by poznać rówieśników i oderwać się od przykrych przeżyć związanych z domem w Mierzynówce. Ojciec Agatki trafił tydzień temu do aresztu w Hajnówce, gdzie musi odsiedzieć rok za niestosowanie się do postanowień sądu, który prawo do opieki przyznał matce. Skłócony z żoną Marek Gulan nie chciał oddać jej córki i nie zdradził, gdzie ją zostawił. Magdalena Gulan, mieszkająca ze starszym synem w Warszawie, od trzech lat nie ustaje w wysiłkach, by odzyskać Agatę.

- Będę jej szukała przez policję i na wszelkie inne sposoby - deklaruje. - Boję się o nią. Z jej psychiki na pewno są już strzępy, bo straszą ją i mną, i policją. Ale bardziej boję się teraz, że dojdzie do jakiejś tragedii. Przecież oni ją wciąż przerzucają z miejsca na miejsce.

Uwolnijcie mnie!

Hajnówka Tato ukrywanej pięcioletniej Agatki, Marek Gulan, zaczął głodówkę w Areszcie Śledczym w Hajnówce.

- Do chwili spełnienia moich próśb odmawiam przyjmowania jedzenia. Tak mi dopomóż Bóg - oświadczył.

Trafił tam 2 stycznia, na rok, gdyż nie stosował się do postanowień sądu, który nakazał mu oddanie Agaty matce Magdalenie Gulan. Mieszka ona w Warszawie ze starszym o rok od siostry Michałem.

Chce wyjść z więzienia

Za pośrednictwem dyrektora aresztu Marek Gulan zwrócił się do ministra sprawiedliwości z szeregiem postulatów. List kończy dramatycznie: "...jako chłop, rolnik, z dziada-pradziada wierny ojcowskiej ziemi i świętości rodziny, (...) wierny dzieciom, które stworzył (...) i odpowiedzialny za każde zwierzę w gospodarstwie(...), pozbawiony godności człowieka, poniżony przed ludźmi, zamknięty jak najgorszy przestępca...".

Prosi o natychmiastowe badanie kardiologiczne i zwolnienie go z odbywania kary, by mógł zająć się gospodarstwem w Mierzynówce k. Siemiatycz. Żąda zawieszenia wszystkich czynności w jego sprawie (Agatki od paru tygodni bezskutecznie poszukuje policja) i przede wszystkim rewizji postanowień sądów cywilnych i karnych.


Czyja miłość jest "lepsza"?

Marek uważa, że wymiar sprawiedliwości go skrzywdził. Chce odzyskać władzę nad dwójką dzieci. Policja podejrzewa, że córeczkę ukrywają jego bliscy. Głodówka na pewno nie przerwie koszmaru podzielonej rodziny, a zaogni sytuację.
- Brat nie czuje się dobrze. Od wtorku nie je, pije tylko płyny - powiedział w piątek Jerzy Gulan.

 

Odebrano mu najpierw syna. Co znaczy dla gospodarza syn, to my wiemy. Ta wiedza jednak przerasta możliwości sędziów, którzy po następcy postanowili zabrać mu jeszcze drugie ukochane dziecko. Co się u niego sędziom nie podoba?: jego zapracowane ręce? może brak ogłady i elokwencji? za biedny? za prosty czy po prostu prostoduszny i uparcie nie zgadzający się z krzywdzącym i rażąco dla niego niesprawiedliwym wyrokiem? A może to, że jest mężczyzną-ojcem, który to gatunek należy wytrzebić i zamienić w bezduszny „bankomat”, by była żona /teraz miastowa/ mogła żyć spokojnie w stolicy z alimentów i zasilić szeregi narzekających samotnych matek.

Tutaj, jak zwykle, dominuje stereotyp gorszego rodzica. W głowie się chyba tym „wyrokującym” nie mieści, że ojciec też potrafi wychować syna czy córkę. Że ojciec też potrafi zadbać o dziecko, ubrać, wyprasować, wybrać do szkoły, opiekować w chorobie, uczyć pracy, przekazać wartości potrzebne dziecku do życia itp.

Co takiego zrobił ten Tato, że poszedł za kraty jak bandzior? Czy Premier i jego rząd, borykający się zapychaniem kieszeni obiecanymi wszystkim podwyżkami, znajdzie czas, by z własnej perspektywy spojrzeć na dyskryminację ojców w Polsce? On ma już odchowane dzieci i chyba nie czuje tematu? Podobnie Prezydent, który mimo, iż jest głową państwa, nie może nic wskórać wobec wszechwładzy niezawisłych sądów. Niech one i są niezawisłe, niech ludzie, którzy ferują nam wyroki mają immunitety, pełne kiesy pieniędzy i niech żyją w dostatku, ale niech to będą ludzie uczciwi, mądrzy, prawi, sprawiedliwi, z odpowiednimi zasadami etyczno-moralnymi, potrafiący zgłębić ludzką tragedię i jeśli nawet nie dorównują mądrości Salomona, to niech kierują się przynajmniej ludzką przyzwoitością.

Panie Prezydencie !!! Pańscy poprzednicy ułaskawiali bandytów i złodziei. Oderwij się Pan nieco od wielkiej polityki i na przekór temu niesprawiedliwemu wyrokowi, hołdującemu zasadzie dyskryminacji polskich ojców, ułaskawi tego Tatę, bo swe dziecko ukochał bardziej, niż własną wolność. I pamiętaj Prezydencie, że ojców, którzy dla dzieci poświęcili i poświęcają swoją karierę, dorobek i spokój, jest więcej. Nie dopuszczaj też, by nas niszczono i traktowano jak bandytów, bo tym, którzy nas tak traktują, daleko nieraz do „ustawowej nieskazitelności”.

Ireneusz Dzierżęga Centrum Praw Ojca i Dziecka.

 

Ze strony „ Syndrom Gardnera”

Syndrom Gardnera: dzieci odebrane matce i skierowane do placówki opiekuńczo-wychowawczej

Z Wikinews, wolnego źródła informacji.

Skocz do: nawigacji, wyszukiwania

17 stycznia 2008

Sąd podtrzymał wyrok w sprawie apelacyjnej Izabeli D. Odwołała się ona od wyroku wydanego 16 maja 2007 r. przez warszawski sąd, który wówczas uznał, że wywołała ona u dzieci (8-letnich bliźniaczek: Marii i Michaliny) syndrom Gardnera (PAS). Została ona wówczas skierowana wraz z byłym mężem na terapię dla rodziców natomiast dzieci do placówki opiekuńczo-wychowawczej.

"Dzieci cierpią na syndrom Gardnera i muszą być poddane terapii - posługując się tym argumentem, Sąd Rodzinny w Warszawie odbiera bliźniaczki rodzicom i umieszcza w domu dziecka. Ojciec cieszy się, że matka przestanie mieć na nie wpływ, kobieta jest załamana, a dziewczynki... tracą rodzinny dom" - napisano po majowej rozprawie w "Dzienniku".

"Ośmioletnie bliźniaczki są negatywnie nastawiane wobec ojca, dlatego zostaną odebrane matce i umieszczone w placówce opiekuńczo-wychowawczej, gdzie przejdą terapię" - stwierdził  Sąd Okręgowy w Warszawie.

"Na jakiej podstawie ktoś zdiagnozował u moich dzieci syndrom, który nie istnieje i na jakiej podstawie wysyła sie dzieci, burzy im się cały świat, odrywa od środowiska szkolnego, rodzinnego. Jak ja im to powiem? Kiedy dowiedziały się o wyroku poprzedniego sądu, był krzyk i płacz! Mają w tym roku komunię. Jak to będzie?" - powiedziała Izabela D., matka dziewczynek.

"Wiem, że to jest krzywda dla dzieci. Ale to ostatnia szansa, żeby im pomóc, inaczej nie będą mogły w dorosłym życiu podejmować własnych decyzji. Biegli uważają, że w efekcie będzie to dla nich korzystne" - stwierdził Cezary D., ojciec dziewczynek.

Urszula Moszczyńska, doktor psychologii, dyrektor poradni pedagogiczno-psychologicznej w Warszawie, członek Polskiego Towarzystwa Psychologicznego stwierdziła, że: "nie znam przypadku, aby placówka opiekuńcza miała zbawienny wpływ na psychikę dziecka. Nie znam dziecka, które wolałoby być tam zamknięte niż mieszkać w swoim domu. Nawet jeśli w tym domu nie dzieje się dobrze, dzieci odebrane rodzicom tęsknią za nimi. Rozumiem, że w tym wypadku sąd chciał zdyscyplinować rodziców, ale tak naprawdę ukarał dzieci. To barbarzyństwo. Złe jest także to, że sąd swoją decyzją kompletnie wyrzucił do kosza wszystkie starania matki, by dzieci dobrze się uczyły, miały prawidłowe kontakty z rówieśnikami".

W amerykańskim prawodawstwie już od kilku lat nie jest używany syndrom Gardnera ponieważ metody jakie są stosowane przy jego stwierdzeniu są zbyt drastyczne dla dziecka (tzw. terapia szokowa czyli oddzielenie od rodziców i umieszczenie w placówce wychowawczej).

Stowarzyszenie Centrum Praw Ojca i Dziecka jest zdania, że taka terapia jest czasami konieczna. "Nie ma wyników badań bez testów badawczych. Natomiast czy wykonywać terapię szokową - nad tym trzeba się zastanowić i niekiedy może to jest dobrze. Trafiliśmy na rozsądny skład sędziowski. Choć to trzy kobiety, zrozumiały racje ojca. Te dziewczynki trzeba odseparować od matki, która niszczy je od wielu lat. Zupełnie wyrugowała obraz ojca z życia dzieci. Już nie mówiły o nim "tata", ale "łysy". Bały się go. Ten człowiek bardzo to przeżywał. Nasze Centrum popiera wyrok sądu. Mam nadzieję, że dziewczynki na nowo pokochają ojca" - powiedział Ireneusz Dzierżęga ze Stowarzyszenia Centrum Praw Ojca i Dziecka.

Dzieci nie widziały ojca 1,5 roku ponieważ ten sam sąd rejonowy, który wydał 14 stycznia wyrok o skierowaniu ich do placówki opiekuńczej wcześniej zakazał widzeń z Cezarym D. ze względu na to, iż źle się po nich czuły. "Bały się ojca, bo widziały, jak mnie bił, krzyczał, wzywał policję. Wcześniej miał częste kontakty z córkami, sam to zepsuł" - powiedziała matka dziewczynek.

Ojciec stwierdził, że "odkąd sąd zezwolił mi na kontakty z dziećmi bez obecności matki, córki zaczęły mnie kopać i wyzywać. Ich matka kłamała dzieciom na mój temat". W "rekonstrukcji zerwanych więzi z dziećmi" ma mu pomóc wg. sądu psycholog, do którego go skierował.

Rzecznik Praw Dziecka stwierdził, że należy przeprowadzić ekspertyzę psychiatryczną. "Należy każdą sprawę badać indywidualnie i nie próbować wrzucić w jakieś ramy, które nakreślił Gardner" - stwierdził Tomasz Kazubski, prawnik Biura Rzecznika Ochrony Praw Dziecka. Zwrócił on także uwagę na fakt, iż sąd II instancji nie stwierdził u dziewczynek syndromu Gardnera.

W sprawie wypowiedziało się również Ministerstwo Sprawiedliwości. Sławomir Różycki, powiedział, że nie należy stosować "takiego nazewnictwa jak syndrom Gardnera, gdyż nie ma opracowanych metod badania".

Wyrok jest prawomocny. Nie wiadomo jednak kiedy dziewczynki zostaną zabrane przez kuratora, na jaki okres i w jakiej placówce umieszczone.

 

 

 Co z dzieckiem po rozwodzie?

 

Precedens na sali sądowej: hiszpański sąd powierzył opiekę nad dziećmi obojgu rodzicom

Model rodziny zmienia się we współczesnym świecie tak bardzo, ze znajduje to odbicie w orzeczeniach sądowych dotyczących opieki nad dziećmi po rozwodzie. Hiszpański sąd zdecydował ostatnio, że powinny one mieszkać tyle samo czasu u mamy, co u taty. Decydujące okazało się zdanie starszego dziecka.

(...) Kiedy rodzice się rozstają, dzieci nie są jedynie świadkami małżeńskich kłótni. Ich zdanie też się liczy, i to bardzo, przy ustalaniu zasad sprawowania opieki nad nimi. Mają przecież prawo zdecydować, z kim chcą mieszkać. Tak stanowi orzeczenie sądu w Barcelonie, który po raz pierwszy w historii Katalonii powierzył obojgu rodzicom opiekę nad dwojgiem dzieci, mimo iż nie było wcześniejszej ugody w tej sprawie.

XVIII wydział sądu orzekł, że dwoje dzieci Marii Roser D. A. i Jordiego S. T. mają spędzać poniedziałki, wtorki i co drugi weekend z matką, a środy, czwartki i pozostałe weekendy z ojcem. Każde z rodziców będzie się nimi opiekowało przez połowę wakacji. Podejmując taką decyzję sąd wziął pod uwagę życzenie starszego syna, 13-letniego Jordiego, który chciał spędzać tyle samo czasu z każdym z rodziców. W orzeczeniu sąd podkreślił, że Jordi był co do tego "w pełni przekonany". Te ustalenia dotyczą również jego młodszej, niespełna 9-letniej siostry Ony.

Do sądu wpłynął wniosek, aby małoletni spędzali na przemian jeden tydzień z ojcem i jeden z matką, ale sędzia nie wyraził na to zgody. Uznał, że korzystniejsze będzie podzielenie czasu pobytu dzieci u każdego z rodziców według dni tygodnia, "ponieważ dzięki temu ich życie będzie bardziej uregulowane. Poszczególne zajęcia będą się kojarzyć z pobytem w domu ojca lub matki i w ten sposób powstaną stałe punkty odniesienia". Rodzice mieszkają w różnych miejscowościach, ale odległość od szkoły, do której chodzą dzieci, w obu przypadkach jest taka sama.

Taki wyrok był możliwy dzięki zmianom wprowadzonym do kodeksu cywilnego w lipcu 2005 roku. Zmiany te przewidują, że w wyjątkowych sytuacjach sąd może orzec wspólne wykonywanie władzy rodzicielskiej na wniosek tylko jednego z rodziców, jeśli uzna, że w ten sposób najlepiej chroni "interesy małoletniego".

W tym przypadku sąd drugiej instancji wydał takie orzeczenie po rozpatrzeniu apelacji złożonej przez ojca dzieci. Mężczyzna odwoływał się od wyroku wydanego przez sąd pierwszej instancji w styczniu 2005 roku, przyznającego opiekę nad dziećmi matce. Ojciec miał widywać dzieci w każdą środę i w co drugi weekend oraz spędzać z nimi połowę wakacji.

Sąd apelacyjny wziął pod uwagę fakt, że starszy syn wyraził jasno życzenie, aby spędzać z każdym z rodziców tyle samo czasu, oraz "wolę porozumienia" między rodzicami. Zdaniem sądu świadczy o niej to, że rodzice zawarli ugodę w sprawie domu – ojciec zamieszkał w nim po tym, jak odkupił od matki należącą do niej część.

Sędzia w uzasadnieniu orzeczenia podkreślał, że zarówno Maria Roser, jak i Jordi są w pełni zaangażowani w opiekę nad dziećmi i że "w dzisiejszym społeczeństwie niektóre rodziny mają inną dynamikę (...), a zmiana dotychczasowych wzorców wychowania prowadzi do tego, że ojcowie mają coraz większy udział w opiece nad dziećmi".

Montserrat Ayuso, adwokat Marii Roser D.A., zakwestionowała orzeczenie sądu, ponieważ jej zdaniem "jeśli między rodzicami nie ma porozumienia, wspólne sprawowanie opieki nad dziećmi może być powodem wielu problemów." Natomiast pełnomocnik Jordiego S. T., Clara Orpinell, uważa, że ten wyrok "stanowi wielki krok naprzód w naszym systemie prawnym, o znaczeniu porównywalnym do zalegalizowania związków homoseksualnych".

"Przyznanie obojgu rodzicom równych praw nie musi już być wyjątkiem, a może stanowić normę" – twierdzi dziennikarka Paloma Arenós. Korzyści ze wspólnego sprawowania opieki są dużo większe niż minusy takiego rozwiązania, jak można przeczytać w uzasadnieniu wyroku. "Ewentualny brak stabilności w życiu małoletniego" rekompensuje "możliwość kontaktu z obojgiem rodziców" – w ten sposób eliminuje się "negatywne emocje (...) oraz tworzy atmosferę zrozumienia i wzorzec wychowawczy dla małoletniego".

Zdaniem Antonia Rubio, prezesa sekcji prawa rodzinnego w Collegi d'Advocats w Barcelonie, "orzeczenie sądu jest słuszne i całkowicie umotywowane. Sąd jedynie usankcjonował rzeczywisty stan rzeczy".(...)

Celem sądu jest wydanie orzeczenia mającego na uwadze dobro dziecka. Jednakże sposoby rozwiązania kwestii zamieszkania dziecka z jednym lub drugim z rodziców różnią się w zależności od kraju i epoki.(...)

16.02.2007, gdzie naturalna wspólna opieka nad dziećmi trwa nadal po rozwodzie rodziców – chyba że jedno z nich wnosi o inne rozwiązanie – interes dziecka decyduje również o tym, czy ma ono zmieniać miejsce pobytu.
 


Wojna ojców

Onet.pl   „Tygodnik Powszechny”

Wojna ojcówPrawo rodzinne

 W Polsce znane są przypadki, w których ojcowie latami nie widywali swoich dzieci. Dlaczego? Nie chcieli? Nie – winne jest polskie prawo.Małgorzata Nocuń, Michał Olszewski /2008-02-12

Role kobiety i mężczyzny się zmieniły, ale przed sądem ojciec jest zazwyczaj rodzicem drugiej kategorii./fot. MISTY BADWELL-Corbis

Role kobiety i mężczyzny się zmieniły, ale przed sądem ojciec jest zazwyczaj rodzicem drugiej kategorii./fot. MISTY BADWELL-Corbis

 

 

Za dwa miesiące rząd ma zająć się projektem nowelizacji kodeksu rodzinnego. Propozycje zmian złożyła w Ministerstwie Sprawiedliwości Komisja Kodyfikacji Prawa Cywilnego. Nowelizacja prawa ma m.in. pomóc rodzicom, których kontakty z dzieckiem są utrudnione. Także dziadkowie i krewni będą mieć szersze możliwości widywania się z maluchem. Obecnie rzadko się zdarza, by matka (bo w znacznej większości ten problem dotyczy matek), która mimo orzeczenia sądu uniemożliwia widzenie się dziecka z ojcem, została ukarana.

Jak dziś wyglądają prawa ojca w Polsce, pokazuje choćby historia K.

Przeciąganie dziecka

W swojej dwudziestoletniej praktyce krakowski adwokat Mirosław Kleber nie spotkał jeszcze takiego przypadku.

Sytuacja na pierwszy rzut oka jest tyleż rozpaczliwa, co typowa: Nowozelandczyk K. poznaje młodą polską studentkę. Wybucha gwałtowne uczucie, ona zachodzi w ciążę. Mieszkają u jej rodziców.

Rodzi się piękny syn.

Miłość szybko stygnie, dom zmienia się w piekło. On zarzuca jej, że nie potrafi zająć się dzieckiem, że studia są ważniejsze niż wychowanie małego. Niepijący alkoholik, bardzo zapalczywy, próbuje układać sobie na nowo świat. Ona ma dosyć jego wybuchowego charakteru, jest przekonana, że on ją zdradza. Dowiaduje się, że już w okresie jej ciąży miał drugą partnerkę, z którą zerwał.

K. wyprowadza się z domu, dziecko zostaje przy matce.

Do tej pory jest typowo. Tak się zdarza – miłość błyskawicznie wietrzeje, zamiast niej przychodzi nienawiść. Jak w „Sonacie Kreutzerowskiej” Lwa Tołstoja.

Nietypowe jest zachowanie chłopaka: zamiast, jak Pan Bóg przykazał, honorowo płacić na dziecko
i ulotnić się z ulgą, zaczyna walczyć o prawa rodzicielskie. Rozpoczyna się gra dzieckiem.

Najpierw próbują się dogadać. On wysyła jej co miesiąc pieniądze, spotyka się z synem. Z Kanady przyjeżdża jego rodzina, która chce podpisania kontraktu. Proponują: dziecko zostaje przy matce, ale ojciec otrzymuje prawo do częstszych odwiedzin, a także współdecydowania o losach syna. Chce wiedzieć, co dziecko je, chce mieć wpływ na wybór szkoły, chce gwarancji, że syn będzie jeździł samochodem wyłącznie w foteliku.

Rodzina matki patrzy na rodzinę ojca jak na przybyszów z kosmosu. Czy ten chłopak jest normalny? Wpływ na dietę? To mówi mężczyzna? I jeszcze kontrakt poświadczony u notariusza?

Negocjacje przynoszą odwrotny skutek: sytuacja się zaognia, podczas kolejnych odwiedzin interweniować musi policja. On twierdzi, że matka dziecka odmawia mu wejścia do domu. Matka tłumaczy, że ojciec zachowuje się agresywnie, zarówno wobec niej, jak i dziecka. Zdarza się, że nie pozwala mu wejść do mieszkania.

Ojciec wnosi sprawę do sądu, żądając wyznaczenia terminów, w jakich może spotykać się z dzieckiem.

Kontruderzenie przychodzi błyskawicznie – matka wnosi do sądu sprawę o powierzenie władzy rodzicielskiej. Jeśli wygra, rola ojca zostanie ograniczona do minimum. Będzie mógł bawić się z synem raz w tygodniu przez półtorej godziny, w jej domu.

On również składa wniosek o powierzenie władzy rodzicielskiej.

Jednym z prawników ojca jest Kleber. – Myślałem, że po tych dwóch dekadach w sądzie nic mnie nie zaskoczy – opowiada. – Ale nie spotkałem dotychczas mężczyzny, który tak zażarcie walczyłby o dziecko.

 

.. ciąg dalszyStudzenie entuzjazmu

Robert Kucharski pracował w Biurze Porad Obywatelskich, sam rozwodnik, pomagał ojcom, aż stał się specjalistą w udzielaniu im wskazówek. Zna wiele historii podobnych do tej opowiedzianej przez K. W 2000 r. założył (przy wsparciu finansowym Fundacji Batorego) serwis internetowy „W stronę ojca”. Kucharski mówi, że choć interesuje go wiele innych rzeczy, nie może odpuścić tematu praw ojca. Dlaczego? Na to pytanie odpowiadają statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości – w Polsce, jedynie pięciu proc. mężczyzn zostaje podczas rozwodu powierzona opieka nad dziećmi, dla porównania w USA liczba ta wynosi ponad 20 proc.

Przyczyn jest kilka, po pierwsze rzadko się zdarza, żeby ojciec występował o powierzenie opieki nad dziećmi. Jednak jeśli już to czyni, jego szanse na powodzenie są minimalne.

Elżbieta Czyż w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zajmuje się prawami dziecka. Twierdzi, że kiedy w trakcie rozwodu oboje rodzice występują o powierzenie opieki nad dziećmi i mają równie dobre warunki, sąd w zdecydowanej większości powierzy opiekę matce.

Czyż: – Bywa tak, że ojciec przegra nawet, gdy jego predyspozycje do opieki nad dziećmi zostaną ocenione jako lepsze. Znam przypadki, gdy sąd powierzał opiekę nad dzieckiem babci od strony matki, po śmierci matki, choć nie miał zarzutów wobec ojca.

Kucharski twierdzi, że nawet jeśli ojciec chce wystąpić o opiekę nad dziećmi, to jego entuzjazm skutecznie ostudzi adwokat. Wyjaśni mu, że jeśli matka dziecka nie jest: narkomanką, alkoholiczką, nie choruje psychicznie i nie znęca się nad rodziną, to nie ma on żadnych szans, aby sąd powierzył mu opiekę nad dziećmi.

Kucharski: – Role kobiety i mężczyzny zmieniły się, nie jest już niczym niezwykłym, że ojciec jest obecny przy porodzie, zmienia dziecku pieluchy, karmi. A mimo to przed sądem ojciec jest zawsze rodzicem drugiej kategorii.

Mężczyzna – pouczony przez prawnika – zgadza się, żeby dziecko zostało przy matce.

Przed rozprawą (kiedy mężczyzna nie ma jeszcze zatwierdzonego sądownie grafiku widzeń z dzieckiem) potomek jest przez matkę używany jako element szantażu. „Nie zobaczysz go, jeśli nie zgodzisz się na takie, a takie alimenty”. Bywa tak, że mężczyzna nie widzi malucha nawet kilka miesięcy.

Matce wolno więcej

Przy szczegółowej lekturze dokumentów sądowych sprawy K., łatwo zauważyć interesujące szczegóły.

Choćby ten, że kiedy na samym początku K. wnioskuje o prawne uregulowanie kontaktów z synem, sąd oddala wniosek. Uzasadnienie jest takie: K. ma prawo do kontaktów z synem, matka ten kontakt bezprawnie uniemożliwia. Wiadomo, że ojciec dzieckiem opiekuje się wzorowo, że swoją pracę menadżera zorganizował tak, by jak najwięcej czasu spędzać z małym. Jednak przyznanie mu racji jest przedwczesne, ze względu na dobro dziecka.

K. nie potrafi tego paradoksu zrozumieć.

Kleber: – On nie myśli po polsku, tylko normalnie, dlatego ma takie trudności.

Sąd nie jest przekonany, czy mieszkanie K. spełnia wymogi bezpieczeństwa, mimo że w materiale dowodowym znajdują się nagrania wideo z jego domu. Prawdopodobnie nikt ich nie obejrzał. Sąd
nie wysyła też kuratora.

Przy apelacji K. z własnej inicjatywy dołącza ekspertyzę pielęgniarki dyplomowanej, która stwierdza, że mieszkanie jest bezpieczne, wymaga tylko drobnych prac, np. zamontowania zatrzasku na drzwiach pralki. Są zawiasy na szufladach, minimum sprzętów, komfortowe krzesełko, nawet kubełek na pieluchy kupuje taki, żeby syn nie mógł go otworzyć.

Apelacja zostaje oddalona. Adwokaci otrzymują uzasadnienie po półtora miesiąca. K. nadal pozostaje bez oficjalnej zgody na spotkania z synem.

. ciąg dalszy

Kiedy jednak sąd rozpatruje wniosek matki o powierzenie praw rodzicielskich, zdarzenia toczą się znacznie sprawniej. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej sprawdza, czy ojciec figuruje w ewidencji. Do ojca przychodzą kurator i policjanci, wypytują go szczegółowo o to, ile lat jest na emigracji, czy przypadkiem nie zamierza wracać do Kanady. Policjanci wizytują dom matki, która opowiada, że ojciec pije i urządza awantury.

Kiedy adwokaci K. proszą o sprawdzenie, czy betonowe schody bez balustrady w domu matki mogą stanowić zagrożenie dla życia dziecka, sąd nie uwzględnia wniosku, a adwokaci matki uznają to za szykanę.

Anna Herman, aplikantka w kancelarii Wojciecha Sobczaka, drugiego adwokata K.: – Nie ośmielimy się powiedzieć, czy w postępowaniu sądowym widać dyskryminację naszego klienta. Na pewno jednak widać coś niezrozumiałego. Jeśli ojciec deklaruje zainteresowanie dzieckiem, postrzegany jest jako dziwny bądź nawet niebezpieczny. W dokumentach pojawia się nawet podejrzenie, że nasz klient ma obsesję i dziecko jest dla niego formą terapii. Jeśli takiej informacji zażądałaby matka, uznalibyśmy to za oczywistość. Albo dziadkowie – matka tego chłopca nie poradzi sobie bez ich pomocy i można przyjąć, że sąd nie dopatrzy się w tym niczego złego. Jeśli jednak nasz klient zadeklaruje, że jego rodzice przyjadą do Krakowa, by pomóc w wychowywaniu chłopca, zostanie to uznane za argument przeciwko niemu. Matce wolno więcej.

Mirosław Kleber bez obaw formułuje ostre tezy. – Sąd i rodzina matki postrzegają mojego klienta jako dziwaka – twierdzi. – On się powołuje na prawa człowieka i ochronę swoich dóbr osobistych. Tymczasem w Polsce, mimo że deklarujemy swoją otwartość na wzorce zachodnioeuropejskie, dominuje taki model – dobry mąż przynosi pieniądze, nie bije i nie pije zbyt wiele. Dobry mąż po rozwodzie płaci alimenty i zabiera dziecko raz w tygodniu do parku. Mój klient chce znacznie więcej, bo jest przyzwyczajony do innych norm. Nie chce być ojcem dochodzącym. I to jest dla Polaków niezrozumiałe.

Siąść i płakać

Rozwód po polsku zamienia życie rozstających się ludzi w piekło. Nie ma mowy o kulturze rozstawania się. Sala sądowa to pole walki, zwycięzca dostaje dziecko.

Kucharski: – Orzeka często sędzina, która w kobiecie widzi pokrzywdzoną, w ojcu winnego. Kiedy ten deklaruje, że chce mieć wpływ na wychowanie dziecka, patrzy na niego jak na człowieka niespełna rozumu.

Sąd zatwierdza grafik widzeń dzieci z ojcem (standardowo jest to co drugi weekend w miesiącu). I tu zaczynają się prawdziwe schody, bowiem ok. 40 proc. porad, jakich udziela fundacja Kucharskiego, dotyczy problemu utrudnionego kontaktu z dziećmi. Choć w orzeczeniu sądu widnieje formuła: „o przyznaniu obojgu rodzicom pełni władzy rodzicielskiej”, matki (które często mają już drugie życie, miejsce ojca dzieci zastępuje „wujek”) nie zgadzają się, by ojcowie widywali się z dziećmi.

– Problem nierespektowania postanowień sądu w sprawie kontaktów z dzieckiem, w trakcie rozwodu lub po rozwodzie, to najczęstsze skargi z zakresu prawa rodzinnego. Niestety zdarzają się sytuacje, w których matki, chcąc odizolować ojca od dziecka, uciekają się do różnych metod, w tym też oskarżeń o molestowanie seksualne – twierdzi Kucharski.

Co w takim wypadku mężczyzna może zrobić?

– Szczerze? Siąść i płakać – mówi Kucharski.

Czyż: – Rodzic, któremu druga strona ogranicza prawo kontaktu z dzieckiem, może żądać ukarania grzywną, a nawet zmiany postanowienia sądu, jeśli naruszane jest dobro dziecka. W praktyce sądy rzadko wymierzają karę grzywny, a przypadek zmiany postanowienia w sprawie bezpośredniego sprawowania opieki nad dzieckiem znam jeden.

Niestety często mężczyźni, którym kontakt z dzieckiem zostaje utrudniony, reagują nieprawidłowo, czyli odmawiają płacenia alimentów.

. ciąg dalszy

Elżbieta Czyż zna przypadki, w których ojcowie przez kilka lat nie widzieli swoich dzieci, bo nie mogą wyegzekwować prawa do kontaktu z nimi.

– Sądy winny bardziej rygorystycznie egzekwować obowiązujące prawo. W Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu czeka na rozstrzygnięcie sprawa przeciwko Polsce, właśnie m.in. o naruszenie prawa do kontaktów z dzieckiem – mówi Czyż.

Zdaniem Kucharskiego jedynie wprowadzenie do Kodeksu Karnego zapisu, że „za bezzasadne i uporczywe utrudniane kontaktu rodzica z dzieckiem grodzi kara ograniczenia wolności” byłoby skutecznym rozwiązaniem. Ale Kucharski nie wierzy, by taki zapis mógł się znaleźć w polskim prawie.

Dziecko jest najważniejsze

K. wygląda na nerwusa. W kawiarni wylewa herbatę, rozsmarowuje pączka na spodniach. Oczywiście wie, że dobro dziecka jest najważniejsze. Niech mieszka przy matce, pod warunkiem, że będzie mógł z nim się częściej spotykać. W innym przypadku nie odpuści, bo nie wyobraża sobie, by dziecko mogło prawidłowo dorastać bez ojca. Dlatego będzie walczył do upadłego, poruszy niebo i ziemię, wszystkie instancje w sądzie. Zapisał się nawet na kurs opieki nad małymi dziećmi, żeby otrzymać specjalny certyfikat i nikt w sądzie nie mógł mu zarzucić, iż czegoś nie dopełnił.

Kleber: – Czasem zastanawiam się, jak postąpiłbym na jego miejscu. Z jednej strony miłość do 18-miesięcznego syna, z drugiej ta społeczna presja, by zrezygnować z upominania się o swoje prawa. I mam poczucie, że nie znalazłbym w sobie tyle uporu. Żyję w Polsce długo, więc wiem dobrze, że tutaj ojciec ma prawa wyłącznie na papierze. Jak by się nie postawił, zawsze startuje z gorszej pozycji.

Na Zachodzie rozpowszechniony jest model tzw. opieki naprzemiennej. Np. co dwa tygodnie zmienia się miejsce zamieszkania dziecka. Aby tak opiekować się dzieckiem, rozwiedzeni rodzice nie mogą mieszkać daleko od siebie, dziecko musi chodzić do jednego przedszkola bądź szkoły. Model zakłada, że żadne z rodziców nie jest po rozwodzie dyskryminowane, maluch tyle samo czasu spędza z mamą i tatą, rodzice wspólnie podejmują najważniejsze dla niego decyzje. W Polsce niemożliwa jest opieka naprzemienna, ponieważ podczas rozwodu należy podać stały adres zamieszkania dziecka (w 95 przypadkach na 100 jest to adres matki). Czasem rodzice sami – wymaga to olbrzymiej dojrzałości – umawiają się, że dziecko potrzebuje obojga rodziców i nikt nikomu nie utrudnia widzeń. Jednak, aby ten model mógł być realizowany w Polsce, trzeba by naruszyć stereotyp kulturowy o nadrzędnej roli matki w wychowaniu dziecka. Na to w naszym kraju chyba nikt nie jest gotowy.

Ostatnio w rodzinie matki dziecka K. napięcie trochę zelżało. Matka pozwoliła ojcu odwiedzać dziecko raz w tygodniu, na półtorej godziny. Pod warunkiem, że nie będzie wychodził z wyznaczonego do spotkań pokoju. Więc nie wychodzi.

Podobno dziecko często musi biegać do kuchni. Babcia ciągle woła.

Matka dziecka nie zgodziła się na rozmowę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 


u
Design downloaded from FreeWebTemplates.com
Free web design, web templates, web layouts, and website resources!